czwartek, 1 sierpnia 2024


 







Piotr Korczyński 

PIĘTNAŚCIE SEKUND. ŻOŁNIERZE POLSCY NA FRONCIE WSCHODNIM

Piętnaście sekund - tyle czasu mieli pancerniacy na opuszczenie czołgu zanim namierzony pocisk z działka trafił i przebił pancerz siejąc straszną śmierć w płonących wnętrzach. Już sama ta informacja elektryzuje na wstępie książki autorstwa Piotra Korczyńskiego. Dalej są jeszcze bardziej przerażające opisy krwawej grozy bitewnych pojedynków frontowych w czasie rosyjskiej ofensywy na Berlin.

,,Żołnierze polscy na froncie wschodnim" to solidnie przygotowane kompendium wiedzy o coraz bardziej zapominanym fragmencie drugowojennej historii związanej z formowaniem się i szlakiem bojowym tak zwanej Armii Berlinga. Autor obdziera z romantycznych opisów legendarne boje pod Lenino, Studziankami, czy na Wale Pomorskim. Przede wszystkim stara się spojrzeć na historię oczami świadków tych wydarzeń, czyli żołnierzy walczących bezpośrednio na froncie. Przedstawia też niejednokrotnie dramatyczne losy Polaków uwięzionych w Związku Sowieckim, dla których wstąpienie do armii, nawet ludowej było uśmiechem szczęści i nadzieją na powrót do ojczyzny.

To co poraża podczas lektury, to nonsens śmierci, bezsensowna danina krwi, jaką musieli złożyć Polacy wstępujący licznie w szeregi Armii Berlinga. Opisy tak zwanych ,,maszynek do mięsa" jakimi były bezpośrednie natarcia na ufortyfikowane linie wroga z dzisiejszej perspektywy wydają się głupotą i całkowitą indolencją dowództwa. Taka jednak była rosyjska doktryna wojenna, która zupełnie nie liczyła się z czynnikiem ludzkim (znajome obrazki z obecnej wojny na Ukrainie).

Jeszcze jedno jest istotne w tej książce. Autor stara się obalić mit, że Armia Berlinga na swoich bagnetach niosła Polsce komunizm. To fakt, że za frontowymi żołnierzami szedł od razu aparat partyjny nowej władzy całkowicie uzależnionej od Moskwy. Jednak żołnierze walczący bezpośrednio z Niemcami to w dużej mierze byli zesłańcy z rosyjskich łagrów, byli żołnierze AK, uczestnicy kampanii wrześniowej. Oni doskonale wiedzieli czym pachnie sowiecka władza.

Książka Piotra Korczyńskiego to ważne i śmiałe odkrywanie (zdrapywanie wręcz) białych plam, którymi nasza współczesna historiografia stara się zakryć lub przemilczeć wstydliwe sprawy związane z powstawaniem Polski Ludowej. Co prawda można byłoby się przyczepić do częstego powtarzania w tekście niektórych zwrotów i opinii, ale to tylko szczegół techniczny. Ogólnie brawo za odwagę podjęcia niepopularnego tematu!

niedziela, 21 lipca 2024

 



Fiona Mozley 

ELMET

Mocna książka, z cyklu tych, co to długo nie dadzą o sobie zapomnieć. Z drugiej strony nigdy więcej już nie chciałbym do tej powieści wrócić.

Fiona Mozley serwuje czytelnikowi opowieść o sile przetrwania w świecie surowych zasad, gdzie życie wydaje się być łaskawe tylko dla silnych i potrafiących walczyć o swoje. Z pozoru mamy tu historię rodzinną: opowieść o trudnym dzieciństwie rodzeństwa Daniela i Cathy. Po śmierci wiecznie nieobecnej matki oraz babki, która się nimi opiekowała dzieci przechodzą pod opiekę ojca. Ten zabiera je w leśną głuszę, gdzie próbuje budować dla nich świat z dala od zawistnych ludzi i problemów. Nie da się jednak całkowicie odizolować od miejscowej społeczności. Ojciec, który zarabia głównie przez to, że bierze udział w walkach na pięści sprowadza na ich sielankowe, rodzinne życie stare, zadawnione problemy. Dorastające dzieci muszą zmierzyć się z bezwzględnym światem dorosłych, w którym nie ma miejsca na litość.

Po przeczytaniu książki zastanawiałem się czy ta historia mogłaby mieć inne zakończenie. Czy w świecie twardych praw rodem z dzikiego zachodu nie ma szansy na promyk dobra i nadziei? Czy była nim Vivien sąsiadka otoczona murem starych książek i bibelotów? Jaki los mógłby czekać młodych bohaterów w dorosłym życiu, w życiu które już od dzieciństwa naznaczone było przemocą i okrucieństwem?

Te wszystkie niepokoje po lekturze ,,Elmet" niestety zabieram ze sobą i trudno mi wyznać, czy polecając tę książkę chciałbym nimi obarczyć kolejnego czytelnika.

wtorek, 16 lipca 2024

 









Ulf Kvensler 

SAREK

Thriller psychologiczny z surową panoramą gór w tle.

Trójka przyjaciół jak co roku w czasie urlopu wybiera się na górską wędrówkę. Anna i Henrik są wieloletnią parą, Milena jest przyjaciółką Anny jeszcze z czasów studiów prawniczych w Uppsali. Do ich grona w ostatniej chwili dołącza Jacob - nowy chłopak Mileny. Czwarty towarzysz niespodziewanie proponuje inną, trudniejszą trasę do pokonania - wokół masywu góry Sarek. Choć Annie i Henrikowi nie bardzo podoba się nagła zmiana planów i sama postać apodyktycznego Jacoba wzbudza podejrzliwość, ulegają w końcu namowie i ruszają w niebezpieczną trasę. Pogoda zaczyna się psuć, ale to dopiero początek kłopotów czwórki wspinaczy, dla których ta trudna wędrówka będzie walką charakterów, walką ze swymi lękami i słabościami, aż wreszcie walką o przeżycie.

Książka autorstwa Ulfa Kvenslera wciąga niemalże od początku w wir pasjonującej narracji od której się trudno oderwać. To mnie zachwyciło w tej powieści. Wydaje się, że jest to z pozoru zwykła opowieść o górskiej wycieczce. Jednak drobne incydenty, które się pojawiają w czasie jej trwania zapowiadają nadciągający nieuchronnie dramat. Trochę mi to przypominało ,,Nóż w wodzie" w reżyserii Romana Polańskiego. Z drugiej jednak strony reklamowany na okładce ,,mrożący krew w żyłach suspens" lekko mnie rozczarował.

,,Sarek" uważam z pewnością za najlepszy kryminał, jaki dotychczas w tym roku przeczytałem. Akcja porwała mnie na tyle, że nabrałem ochoty na górskie wyprawy w dziewicze tereny na pograniczu szwedzko-norweskim. Ach, spakować plecak, namiot, kuchenkę gazową i ruszyć przed siebie by zmierzyć się w górach z siłą własnego charakteru... Dzięki Ulf Kvensler za inspirację!

piątek, 5 lipca 2024

 











Viktor Horvath

MÓJ CZOŁG


"Droga Juliko, mam nadzieję, że u was nie wprowadzono seksu. A jeśli nawet tak, to jest to kolejny dowód kontrrewolucji i chylącego się ku upadkowi imperializmu..."

Praska Wiosna 1968 roku wywołała uzasadniony niepokój wśród bratnich narodów socjalistycznych, a zwłaszcza w Związku Radzieckim. Bohater książki Viktora Horvatha ,,Mój czołg" - porucznik węgierskiego batalionu pancerniaków wierzy w internacjonalistyczną wizję świata, gdzie rządy sprawuje sojusz robotniczo-chłopski. Nie bardzo orientuje się w zmianach politycznych, które dzieją się w Czechosłowacji. Pisze za to tęskne listy do poznanej na Słowacji Juliki i marzy o stoczeniu bitwy na ołowiane żołnierzyki, które ukradkiem przechowuje w swojej szafce w koszarach. A ponieważ dobrze zna język słowacki i rosyjski okazuje się być przydatnym tłumaczem zabieranym na spotkania przywódców państwowych.

Zabawna komedia pisana z iście czeską lekkością bytu o ważnych sprawach dziejowych jakie miały miejsce w 1968 roku. Historia w slapstickowym wydaniu. Możemy się zżymać na głupotę i naiwność porucznika, możne nas wkurzać jego nieporadność i infantylność. Czy jednak pisanie o wydarzeniach historycznych na klęczkach i z martyrologiczną pieśnią na ustach to jedyny sposób na opowiedzenie niełatwych, a może i wstydliwych dziejach politycznych bądź co bądź nie nastawionych do siebie wrogo narodów. Mam na myśli tu nie tylko Czechów, Słowaków i Węgrów, ale także i nas Polaków.

Warto przeczytać tę książkę, może dlatego, żeby się nie obrażać na historię, nie koniecznie bić w piersi. Może warto się trochę pośmiać i tak jak Julika posłuchać ,,The Beatles" lub ,,The Rolling Stones-ów" niż czytać rządowe komunikaty w ,,Wolności Ludu".

środa, 19 czerwca 2024

 








Rachel Wells 

ALFIE KOT WIELORODZINNY

Miła, choć całkiem wyssana z palca opowiastka o kocie, który myślał zupełnie po ludzku.  Po przeczytaniu autentycznej historii kota Boba autorstwa Jamesa Bowena miałem nadzieję, że będzie to coś w ten deseń. Tymczasem autorka Rachel Wells funduje czytelnikowi dosyć naiwną historyjkę o sprytnym kotku o imieniu Alfie, który po śmierci swojej właścicielki postanawia na własną rękę odnaleźć nowy dom i nowych właścicieli. Tym razem jednak chce przechytrzyć los i na wszelki wypadek poszukać sobie schronienia w kilku domach na raz. 


W ten sposób otrzymujemy cztery różne historie ludzkich losów, życiowych problemów i rozterek. Mamy opowieść o Clair, która nie może pozbierać się po rozwodzie, opowieść o samotności Jonathana, problemach rodziny emigrantów z Polski i o depresji poporodowej Polly. Wkrótce za sprawą sprytnego kotka Alfiego losy wszystkich tych ludzi skrzyżują się i połączą.


Miałem mieszane uczucia co do lektury tej książki. Po pierwszych rozdziałach gotów byłem ją porzucić. Infantylny styl pisarski autorki przypominał książeczki dla dzieci. Jednak problemy życiowe ludzkich bohaterów były bardzo realistyczne i to właśnie był ten haczyk, który ciągnął mnie do końca fabuły. 


Może to nie jest literatura wysokich lotów, ale na dobre czytadło dla poprawienia sobie samopoczucia nadaje się idealnie.

środa, 5 czerwca 2024


 







Laura Agusti

HISTORIA PEWNEGO KOTA

Tak naprawdę to nie zupełnie jest historia pewnego kota. Ta pięknie edytowana książka jest w rzeczywistości historią miłości autorki Laury Agusti do wszelkich żywych stworzeń. Oczywiście na pierwszym planie jest kot syjamski o imieniu Hej. Oprócz niego są także wzmianki o królikach, jeżach, owczarku aragońskim Lobito, srokach i kundelku Crasti. Każda ze 156 stron książki jest przyozdobiona osobistym rysunkiem hiszpańskiej autorki. Mamy też interesujące dygresje historyczno-kulturowe dotyczące roli kotów w życiu ludzi. Autorka przedstawia także cenne porady dotyczące utrzymania zwierząt domowych zrodzone z osobistych obserwacji i relacji ze swoim ukochanym Hejem.

Miła lektura, piękne ilustracje, rozczulająca historia przyjaźni człowieka do zwierząt. Większej rekomendacji nie potrzeba.

poniedziałek, 3 czerwca 2024


 










Dolores Redondo

ZANIM PRZYJDZIE POTOP



Przeżyć własną śmierć i poświęcić ostatnie miesiące życia, jakie daje nam lekarska diagnoza na złapanie seryjnego mordercy. Tak właśnie wygląda w roku 1983 życie szkockiego detektywa Noaha Sherringtona. Noah zwolniony z zawodowych obowiązków policjanta, wiedziony przeczuciem i pewną poszlaką z kartki pocztowej udaje się incognito na kontynent do Bilbao, aby tam poszukiwać Biblijnego Johna - odpowiedzialnego za morderstwa kilkunastu kobiet.

Powieść hiszpańskiej autorki Dolores Redondo to slow criminal w którym od początku wiadomo, kto jest dobrym gliną, a kto mordercą. Nie ma tu intrygującej zagadki, niespodziewanych zwrotów akcji, zaskakujących rozwiązań. Bardziej to przypomina powieść obyczajową z historią wielkiej powodzi, która nawiedziła Bilbao w roku 1983. Trudno jednak nie zaangażować się uczuciowo w opis perypetii prostodusznego, empatycznego i niezwykle zdeterminowanego w działaniu Noaha Sherringtona. Czy jego samotna wyprawa do Bilbao to tylko pogoń za mordercą? Czy to nie wyścig z czasem jaki mu pozostał do końca życia? Co przyniesie ten darowany mu przez los czas? Czy jest w nim miejsce na życie prywatne, na uczucia, na nowe przyjaźnie, na miłość?

Zegar tyka, serce jest coraz słabsze, a wody rzeki Nervión przybierają z dnia na dzień. Do tego regionalna stacja radiowa na życzenie Noaha puszcza piosenkę Nika Kershawa: ,,Wouldn't it be good". Warto zatopić się w lekturę tej powieści i dać ponieść czytelniczemu nurtowi.