poniedziałek, 9 lutego 2026


 








Donna Tartt

TAJEMNA HISTORIA

Pięknie wydana przez ,,Znak" ,,Tajemna historia" zachęca wręcz do smakowania się każdą stroną powieści. Dla mnie to jednak było danie przesadnie obfite i trawione z wielkim mozołem.

Historia nietypowej przyjaźni sześciu studentów z Hampden studiujących filologię klasyczną pod mentorską opieką ekstrawaganckiego, acz inspirującego profesora Morrowa. Właśnie, czy była to przyjaźń? Może bardziej uzależnienie, fascynacja i poczucie egalitaryzmu? A może niezwykła osobowość jednego z nich - Henrego i jego nieograniczone zasoby finansowe sprawiały, że wszyscy oni czuli się wyjątkowo, ponadprzeciętnie? Gdy jednak sprawy wymykają się spod kontroli ich znajomość zostaje wystawiona na śmiertelną próbę. Aby zachować tajemnicę nieumyślnie zawinionej śmierci trzeba będzie pozbyć się najsłabszego ogniwa - Bannego Corcorana.

Powieść o zbrodni, poczuciu winy i zagłuszaniu sumienia. Mogło być wciągająco, ale jak to u Donny Tartt wszystko jest rozwlekane do niemiłosiernych granic detali. Dlatego w połowie powieści zaczęła męczyć mnie fabuła, w której szukałem drugiego dna, ukrytej tajemnicy, która dokona niespodziewanego zwrotu akcji. Niestety nic takiego nie znalazłem. Nie czuję się jednak zawiedziony. Bardziej zmęczony, acz szczęśliwy, że bez wyrzutów sumienia dobrnąłem do końca.

środa, 28 stycznia 2026

 









Grzegorz Kozera

KRÓLIKI PANA BOGA

Traum wojennych nie da się usunąć jednym okrzykiem: ,,koniec wojny!" Dla trójki bohaterów: Adama, Haliny i Honzy wyzwolenie było jedynie kolejnym etapem walki o przetrwanie. Gdzieś na południu Niemiec, tysiąc kilometrów od domu ta trójka, którą los złączył podczas wędrówki poddana zostaje kolejnym próbom w walce o zdobycie pożywienia, schronienia, transportu, w walce o godność i poczucie sprawiedliwości.

Poruszająca historia wojennych losów ludzi, którzy niczym doświadczalne króliki samego Pana Boga przyjmują na siebie ciężar największych okrucieństw, by dawać świadectwo ludzkiej wytrzymałości.

Nie wnikam na ile to była literacka fikcja, a na ile autor czerpał z autentycznych przekazów. Takich historii było zapewne tysiące, a ich prawdopodobieństwo zaistnienia bardzo realne. Tym bardziej doceniam ciężar emocjonalnych treści jakie niesie ze sobą ta powieść. Ku głębokiej refleksji.

niedziela, 18 stycznia 2026

 

Michal Viewegh

ZAPISYWACZE OJCOWSKIEJ MIŁOŚCI

Jak ułożyć relacje rodzinne po rozwodzie rodziców? Trzy oddzielne narracje: ojca, córki i syna. Wszystkie o tym samym, a jednak każda z nich ma swoją odrębną perspektywę, swój osobny punkt spojrzenia. Michal Viewegh nie tyle opowiada jakąś tam rodzinną historię z Pragi, ile prowadzi nas dość lekką ręką przez traumy spowodowane rozpadem więzi rodzinnych.

Słodko-gorzka to opowieść. Choć mamy tu zabawne elementy związane z programem telewizyjnym ,,Trzynasta komnata", to tak na prawdę spod tej powierzchni wesołkowatych ,,rolek" wyziera głęboko skrywany żal za wciąż nienasyconą miłością. Zwłaszcza miłością ojcowską do córki.

Czasem jedyną ucieczką przed smutkiem może być schowanie się pod stołem. Schowanie i nałogowe pisanie.

 


Ivana Gibová

BABUNIA


Anetka - cicha i wycofana to matka. Jarko - wiecznie pijany, bez stałej pracy to ojciec. Jest jeszcze młodszy brat Tomaśek - towarzysz zabaw i rodzinnej niedoli. Nad nimi wszystkimi jest Babunia - kobieta führer trzymająca całą rodzinę, krótko w ryzach.

Magdusia to córka, siostra i wnuczka. To ona trochę chaotycznie, bardziej ironicznie, a może na mocno nabuzowanym emocjami autopilocie strumienia narracyjnej świadomości opowiada rodzinną historię z końca lat 90-tych na słowackiej prowincji.

Czy jest to zabawny opis? Niestety, spod ironicznego spojrzenia Magdusi na przeszłość wyziera nędza złych relacji rodzinnych, patologii, bezradności, biedy, despotyzmu i braku empatii. A jednak mimo tego całego zła, beznadziei rodzina trwa i trzyma się wzajemnie kurczowo. Czy to dzięki führer Babuni, czy może nawet wbrew niej samej.

Gorzka prawda o ciężkich czasach, o losach ludzi rzuconych mimowolnie na margines życia. A może to tylko ironiczny obraz zmagań z trudną rzeczywistością i świadectwo próby wydobycia się z niej. Czy udane? Dorosła Magda chyba sama nie za bardzo wie. Patrzy na wrzeszczącą po nocach Babunię z demencją i zastanawia się, czy życie tej staruszki było kiedykolwiek szczęśliwe.

środa, 14 stycznia 2026

 


Paweł Sochacki

CUDZE ODDECHY

Wojenne traumy nie przemijają tak szybko. Erna, Stefania, Tobiasz naznaczeni piętnem wojennych tragedii próbują jakoś funkcjonować w nowej powojennej rzeczywistości na zachodzie Polski. Kraj ich dzieciństwa i młodości już nie istnieje, a nowa socjalistyczna ojczyzna nie rozpieszcza. Czy córka Erny Olimpia, która właśnie wkracza w dorosłość może zbudować już własny świat, bez traumatycznych wspomnień?

Bardzo nostalgiczna jest ta powieść Pawła Sochackiego. Subtelna, zaglądająca w zakamarki ludzkiej psychiki i wrażliwości. Wyławia ze strzępków różnych historii, to co rozrywa ludzką duszę: bolesne wspomnienia, niepewność, lęk, doświadczenie straty, rezygnację, rozczarowania. Nie wszystkie te historie dotyczą tyko wojny, ale także współczesnego życia na odradzającym się skrawku ziemi, która z trudem przemienia się dla bohaterów w ich własne miejsce na świecie.

Podobało mi się to narratorskie przeskakiwanie po duszach poszczególnych bohaterów. Nie tylko Erna i nie tylko Olimpia odsłaniają przed czytelnikiem swoje światy, ale i także poboczni bohaterowie jak ciotka Stefania, Tobiasz, sąsiadka Danka, Wiktor, czy Róża z PGR-u. Patrzymy na ich życie z perspektywy krajobrazu międzyrzeckich, czy też pszczewskich łąk, pól i lasów. I nie chodzi tu o sensacyjne wątki, jak zaginięcie córki Danki - Kaliny, historię spalenia wsi Leśne Pąki, czy dalsze losy Olimpii i Wiktora. To tylko urywki z całego landszaftu tak nostalgicznie, subtelnie i z wyczuciem odmalowanego przez samego autora.

środa, 7 stycznia 2026

 

John Darnielle

WILK W BIAŁEJ FURGONETCE

Puszczając od tyłu nagrania ostro brzmiących kapel rockowych można podobno usłyszeć zakodowane wiadomości o satanistycznym wydźwięku. Bohater książki - Sean Phillips usłyszał zdanie: ,,Wilk w białej furgonetce" i próbował z czymś to sobie skojarzyć. Podobnie jak Seanowi taki i mnie podczas czytania książki Johna Darniella nie udało się wychwycić jakiegoś głębszego sensu. 


Fabuła z pozoru intrygująca. Świat fabularnej gry korespondencyjnej wymyślonej przez Sena podczas jego szpitalnej rekonwalescencji. Wyimaginowana twierdza Trace Italian do której żadnemu z graczy nie udało się dotrzeć. Prawie. Dwójka licealistów z Filadelfii Lance i Carrie potraktowała grę bardzo serio, co zakończyło się dla nich tragicznie. Sean też ma za sobą doświadczenie tragicznego incydentu. Tylko co z tego wszystkiego wynika? Ja nie umiałem sobie na to pytanie odpowiedzieć. Do czego miała zaprowadzić retrospekcja wspomnień Seana? Odstawiam książkę w bladym klimacie niezrozumienia i w zasadzie bezrefleksyjnej obojętności. 

wtorek, 6 stycznia 2026

 










Michał Śmielak

OSADA


Zimna i mroźna atmosfera wyziera z ,,Osady" Michała Śmielaka. Chciałoby się ogrzać przy piecu, ale nie można spokojnie przysnąć, gdy po okolicy snuje się legendarna Mara i tchnieniem śmierci morduje okolicznych mieszkańców.

Podkarkonoska Osada na Boże Narodzenie 1978 roku z powodu ,,zimy stulecia" zostaje odcięta od świata. Historia o zimowej krainie zaczyna się od radosnej pasterki w miejscowym kościele. Potem jest już tylko coraz gorzej. Wypadek autobusu na oblodzonej drodze, zaginięcie Anuli, morderstwo Iwony... Lokalna społeczność zdana jest tylko na siebie. Nawet w kwestii wyjaśnienia tajemniczych mordów.

Michał Śmielak potrafi stworzyć historię, którą czyta się jak prawdziwą relację reporterską z miejsca tragicznych wypadków. Stwarza poczucie bycia bezpośrednim świadkiem zdarzeń. To duży plus powieści. Drugim zapewne jest zimowy klimat, poczucie odcięcia od świata i trudna do odgadnięcia tajemnica kto morduje. Szkoda jedynie, że to wszystko jest odmalowane w tak trupio bladym świetle ciemnej strony ludzkiej natury. I dlaczego trup ściele się aż tak gęsto? Cóż, bez tego wszak nie byłoby kryminału. I taka to już rola pisarza...