sobota, 1 sierpnia 2026













Audrey Magee
KOLONIA


Rok 1979 w Irlandii Północnej nie należał do spokojnych. Zamachy Irlandzkiej Republikańskiej Armii i odwety Ulsterskich Sił Ochotniczych rozkręcały spiralę bezsensownej przemocy. W tym czasie na małej irlandzkiej wysepce pojawia się angielski malarz Lloyd szukający wśród wysokich klifów artystycznego natchnienia. Zaraz po nim przypływa francuski językoznawca Jean-Pierre Masson, który bada i stara się ocalić od zapomnienia zanikający język irlandzki. Tych dwoje, skonfliktowanych ze sobą przybyszów z zewnątrz, wzbudza żywe zainteresowanie mieszkańców wyspy, burząc ich odwieczny porządek rzeczy i zapowiadając nieuchronne zmiany.
Powieść Audrey Magee wydaje się w głębszym sensie być opowieścią o ucieczce. Każdy z głównych bohaterów przed czymś ucieka: J-P Masson przed traumami dzieciństwa, Lloyd przed niedocenieniem, Mairead przed wspomnieniami, James przed przeznaczeniem. Mała wyspa dla jednych może być ucieczką, dla innych więzieniem, nieskalaną nowoczesnością oazą lub miejscem bez przyszłości.

Nostalgiczna ta opowieść o życiu, które nieuchronnie i wbrew oczekiwaniom niektórych się zmienia. Nie jest to jednak spokojna narracja. Tłem zwykłego, szarego życia na wyspie są komunikaty o aktach przemocy w Ulsterze. Wyspiarski światek też kipi małymi zatargami, sprzecznościami, konfliktami. Czy ktokolwiek jest tu szczęśliwy? Warto samemu popłynąć na wyspę i osobiście się o tym przekonać.

środa, 29 lipca 2026

 









Agnes Ravatn

GOŚCIE

Jak często zazdrościmy innym lepszego, bogatszego życia? Ile razy marzymy, żeby się z nimi zamienić na role?

Taki przypadek przytrafił się małżeństwu Karin i Kai. Przypadkowe spotkanie przez Karin dawnej, nomen omen, znienawidzonej koleżanki ze szkoły Iris Vilden, zaowocuje propozycją zamieszkania w jej luksusowej letniej rezydencji nad klifowym wybrzeżem. Dla Karin to niecodzienna sytuacja, żeby poczuć się trochę jak bogata właścicielka internetowej firmy. Wczucie się w rolę zaczyna wciągać, zwłaszcza, gdy trzeba udawać swój status majątkowy przed napraszającymi się sąsiadami z klifowej zatoczki. Nawet małomówny dotąd Kai dopasowuje się do nowej sytuacji. Gra wciąga jeszcze bardziej, gdy Karin zapoznaje poczytną autorkę swoich ulubionych powieści Hilmę Ekhult. Drobne kłamstewka rodzą następne i podstępnie oplatają zacieśniające się relacje międzysąsiedzkie. Co z tego może wyniknąć? Jak to się może skończyć?

Tu właśnie mam największy przytyk do autorki. Zakończenie, choć mocno przewidywalne, nie daje do końca jasnej odpowiedzi po co toczyła się ta cała dziwna farsa i kto nią tak na prawdę nakręcał. Mimo tego, lekturę książki uważam za całkiem interesującą. I to, co z niej wyniosłem, to przekonanie, że zamiast zazdrościć innym, powinniśmy bardziej doceniać dobre rzeczy, które ofiarowuje nam nasze, własne życie.

piątek, 17 lipca 2026

 












Charlotte McConaghy

DZIKI, MROCZNY BRZEG


Mroczna i dzika ta opowieść... Wciąga jednak w swe nurty jak drapieżne fale wzburzonego oceanu.

Wyspa Shearwater, położona gdzieś między Tasmanią a Antarktydą, miała być nadzieją dla przyszłości. Tam bowiem utworzono podziemne magazyny w których naukowcy chcieli przechowywać nasiona roślin z całego świata. Wyspa jednak ginie na wskutek podnoszenia się poziomu morza. Opuścili ją naukowcy, została tylko jedna rodzina - ojciec Dominic z trójką nastoletnich dzieci: Raffem, Fen i Orly. Zamieszkują latarnię, opiekują się opuszczoną bazą i czekają na ostatni statek, który przypłynie za osiem tygodni. Tymczasem złowrogie morze wyrzuca na brzeg ciało kobiety, która wypadła z roztrzaskanej łodzi. Przeżyła dzięki pomocy mieszkańców Shearwater. Rowan, bo tak ma na imię kobieta, szuka swego zaginionego męża. Czy jednak mówi prawdę i dlaczego Dominic ostrzega dzieci, że nie można jej ufać?

Surowy klimat wyspy przenosi się na kartach powieści Charlotte McConaghy na relacje międzyludzkie. Więzi rodzinne pełne są niedomówień, zranień, głęboko skrywanych tajemnic. A jednak rodzina musi trzymać się razem, żeby przetrwać. W to wszystko wmiesza się Rowan, która też nie jest zbyt chętna do zwierzeń. Jej pojawienie się wywołuje jednak zamieszanie w relacjach ojca z dziećmi. Obudzi tęsknotę za kobiecą troskliwością, czułością i miłością. Czy na tej skazanej za zagładę wyspie jest jeszcze promień nadziei na lepsze jutro?

Dla mnie mroczność książki była magnesem, który ciągnął mnie ku wyspie. Chciałem być tam razem z jej bohaterami. Nie przestraszyły mnie fale, dotkliwe zimno, deszcze i wichury. Nie przestraszył mnie mroczny labirynt podziemnej bazy. Chciałbym się cieszyć nadzieją Orlyego na uratowanie nasion, posłuchać gry na skrzypcach Raffa i opiekować się fokami wraz z Fen. Chciałbym pocieszyć Dominica, że będzie dobrze... Wkrótce przypłynie statek... Tylko czy jego przybycie rozwiąże wszystkie problemy? Czy można ułożyć sobie nowe życie poza wyspą?

poniedziałek, 13 lipca 2026


 







Ruth Ware

KOBIETA Z POKOJU JEDENASTEGO

Żeby dobrze zrozumieć fabułę ,,Kobiety z pokoju jedenastego" trzeba wpierw przeczytać lub obejrzeć adaptację innej książki Ruth Ware ,,Kobieta z kabiny dziesiątej". Bez tego ani rusz...

Dziennikarka Lo Blacklock powraca! Po urodzeniu dwóch synów, umoszczeniu sobie domowego gniazdka w Nowym Jorku u boku kochającego męża Judaha, Lo postanawia wrócić do zawodowego życia. Korzystając z zaproszenia milionera Marcusa Leidmanna wyjeżdża do Szwajcarii, by opisać dla gazety uroczystość otwarcia luksusowego hotelu. Rutynowe zadanie w niezwykle atrakcyjnych okolicznościach. Sama przyjemność. Było by pięknie i wspaniale gdyby nie przypadkowe (chociaż nie do końca) spotkanie ze starą znajomą (z poprzedniej powieści) - Carrie. I tu zaczyna się pełny zagmatwanych zdarzeń roller coaster z krymianalnym finałem.

W porównaniu do ,,Kobiety z kabiny dziesiątej" nowa powieść Ruth Ware warta jest tyle co odgrzewane kotlety. Da się strawić, ale bez zachwytu. Stopień komplikacji zdarzeń wydaje się ciężkostrawny. Naiwność Lo nie popłaca, a jej dobre serce nie pozwala opuścić toksycznej znajomej Carrie.

Jeżeli Ruth Ware raz trzeci spróbuje dopisać dalsze losy dzielnej Lo Blacklock to chyba sobie odpuszczę.. Tymczasem oceniam książkę na dobry z małym minusem.

 


Mieczysław Gorzka

SPADEK PO MOJEMU

Cenię sobie kryminały Mieczysława Gorzki dlatego z dużą nadzieją sięgnąłem po jego najnowszą powieść. I chociaż intrygujący początek łączący gangsterkę z wyrafinowaną sztuką malarską i obyczajowe smaczki z lekkim tonem narracji zapowiadał ciekawy ciąg dalszy, to jednak im dalej w pole, tym więcej niewypałów...

Stworzenie komedii kryminalnej chyba nie bardzo się autorowi powiodło. Slapstickowe postacie bohaterów bardziej mnie irytowały niż śmieszyły. Zapewne perypetie prowadzących hulaszczy tryb życia braci Szymona i Bartosza Dzióbków mogą kogoś bawić. Zwłaszcza, że jeden jest księdzem podrywaczem, a drugi zadłużonym hazardzistą. Obaj bardzo kochają swego dziadka Alojzego Stawickiego, a jeszcze bardziej miliony w gotówce zostawione w spadku po jego śmierci. Żeby jednak je zgarnąć muszą wykonać ostatnią wolę dziadka i oddać właścicielom ukradzione niegdyś przez niego cenne obrazy polskich malarzy. To trudne zadanie, bo cokolwiek bracia nie zaplanują, to zawsze coś im pokrzyżuje plany.

Proste? Oczywiście, bo to najprostszy przepis na śmieszną fabułę. Jednak od takiego mistrza jak Mieczysław Gorzka oczekiwałbym trochę bardziej wyrafinowanej rozrywki.

czwartek, 18 czerwca 2026


 






John Ironmonger

Wieloryb i koniec świata


Książka Johna Ironmongera ukazała się w 2015 roku. Jeszcze na długo przed pandemią Covid-19, przed wojną USA-Iran o dostęp do cieśniny Ormuz. A jednak przenikliwość autora w jakimś stopniu przewidziała owe wydarzenia i ich skutki, które odbiły się na życiu przeciętnego mieszkańca ziemi. Za tą wizjonerskość właśnie podziwiam tę książkę.

,,Wieloryb i koniec świata" nie jest jednak lekturą publicystyczną, choć wiele dywagacji natury gospodarczo-społecznej jest w niej przemyconych. To przede wszystkim powieść o losach mieszkańców małej, zapomnianej przez świat kornwalijskiej wioski St Piran, którzy w obliczu nadchodzącego kryzysu potrafią zewrzeć szyki i wspólnie przygotować się na apokalipsę.

To także piękna opowieść o tęsknocie za bliskością z drugim człowiekiem. Joe Haaku, komputerowy analityk bankowy ucieka ze świata londyńskiego City na kraniec świata do St Piran, by tam odnaleźć spokój, zrozumienie, przyjaźń, a może i nawet miłość. Właśnie ta odsłona powieści jest tym, co mnie najbardziej w niej poruszyło. A opisane surowe piękno morskiego wybrzeża Kornwalii to dodatkowy literacki smaczek.

poniedziałek, 8 czerwca 2026

 

Shō Ishida

ZALECA SIĘ KOTA

Kot lekiem na całe zło. Brzmi pięknie i nieco fantastycznie. Tak jak cała tajemnicza klinika doktora Kokoro w ukrytym zaułku wielkomiejskiego Kioto. Na wszelkie problemy psychiczne, czy to depresja, stres, czy pogubione relacje doktor Kokoro przypisuje kurację pobytową z kotem. I o dziwo, jak pokazują kolejne historie, terapie okazują się niezwykle skuteczne.


Wydaje się, że to książka łatwa i przyjemna w odbiorze. Opisuje jednak prawdziwe problemy z którymi zmaga się współczesny, wielkomiejski wyrobnik próbujący ułożyć sobie życie w zagonionym, zapracowanym i wyobcowanym świecie. A może ten świat, który oferuje nam deficyt relacji z drugim człowiekiem uda się uratować dzięki kotom. Brzmi pięknie i nieco fantastycznie. Czy tylko miłośnicy kotów mogą w to uwierzyć?

Zaleca się tę lekturę wszystkim szukającym wytchnienia od wielkomiejskiego pędu życia.