Adam Robiński
FARONAUCI. DOOKOŁA BAŁTYKU
Kłaniam się nisko i z szacunkiem nad ogromem pisarskiej pracy, jaką Adam Robiński włożył w powstanie tej książki. Kilka lat twórczego wysiłku, bogaty materiał bibliograficzny i liczne podróże do krajów leżących nad Morzem Bałtyckim. Wszystko to złożyło się na powstanie ,,Faronautów". Już sam tytuł jak magnes przyciągał mnie i obiecywał fascynującą przygodę czytelniczą.
Lubię czytać o podróżach nieoczywistych. Wiedziałem, że autor w taką właśnie podróż mnie zabierze. Była więc ornitologiczna laguna na Litwie, poszukiwania granicy między północą a południem, szlak opuszczonych latarni w Estonii, magiczne kamienie pozostawione przez potomków arki Noego i wieża z której król ujrzał słońce o północy. Moją wyobraźnię pobudziła piesza wyprawa po urokliwym Wysokim Wybrzeżu Szwecji i morskie tropienie stada morświnów u wybrzeży Danii.
A jednak... Gdzieś w ogromie informacji, przytaczanych fragmentów dzieł literackich i dzienników podróży słynnych odkrywców traciłem swoje czytelnicze skupienie. W gąszczu uwielbianych przez autora toponimów gubiłem orientację co do właściwych przesłanek. Chciałem patrzeć na świat oczami Adama Robińskiego, ale nie bardzo wiedziałem na co patrzę. Niektóre wątki traciły gdzieś bałtycki kontekst, by wędrować na przykład na Antarktydę.
Na szczęście... Ostatni rozdział ,,Róża wiatrów", który zdaniem autora powstał zupełnie niezamierzenie, przywrócił mi wiarę w sens powstania tej książki. To, co do mnie dotarło po lekturze, to przekonanie, że nasz Bałtyk obserwowany z plaży w Mielnie, pod drugiej stronie horyzontu ma już nie tylko inną nazwę, ale i zupełnie inne oblicze.






