środa, 16 września 2026


 







Charlotte McConaght

KIEDYŚ BYŁY TU WILKI

Czy po przeczytaniu książki Charlotte McConaghy polubiłem wilki? Z pewnością bardziej zrozumiałem ich ważną rolę w środowisku naturalnym. Wbrew przesądom to nie te drapieżniki są dla ludzi zagrożeniem. Czasami to sam człowiek dla drugiego człowieka staje się wilkiem i najgorszym krzywdzicielem.

Historia życia sióstr bliźniaczek Inti i Aggie wciąga od pierwszych stron powieści. Inti Flynn wraz z grupą biologów przybywa do Szkocji, by w tamtejszych lasach wypuścić na wolność populację przywiezionych z Kanady wilków. Nie spodoba się to miejscowym właścicielom pastwisk. Będzie iskrzyło, a przemoc będzie rodzić przemoc. Tymczasem wraz z Inti do Szkocji przybywa też jej siostra Aggie. Milcząca, skryta, bojąca się wyjść z domu chowa w sobie mroczną tajemnicę z przeszłości. Te dwie narracje będą się przeplatały, zbiegały i budowały narastające napięcie. Wszystkiemu temu towarzyszą fascynujące opisy dzikiego życia wilczej watahy.

,,Kiedyś były tu wilki" to mądra i dobra literatura. Surowa i piękna jak szkockie krajobrazy. Historia budzi emocje i nie pozwala o sobie zapomnieć. Zostaje ze mną wciąż wzbudzając podskórny dreszczyk.


 






Selja Ahava

DZIEŃ W KTÓRYM WIELORYB PRZEPŁYNĄŁ PRZEZ LONDYN

,,Czas rozpadł się Annie w dłoniach".

Sentymentalna podróż przez skrawki życia Anny. Niełatwego i chyba niezbyt szczęśliwego życia. Tego nie da się pozbierać w jedną chronologiczną historię. Anna i Antti na wyspie wśród fińskiej dzikiej przyrody. Anna i Thomas w londyńskim zgiełku mało komfortowego wynajmowanego mieszkanka nad hinduską restauracją. Anna i szóstka jej wymyślonych dzieci. Anna i Bóg wiozący ją na szpitalnym wózku na spacer. Choroba, trauma, urojenia, samotność. To cztery żywioły, które splątują bohaterkę i naznaczają jej całe życie.

Współczuję Annie i głównie ta moja odruchowa empatia jest tym, co zmusza mnie do przebrnięcia przez całą książkę. Bez fascynacji, bez radości i przyjemności. Po prostu czytałem dla współczucia.