piątek, 10 października 2025

 








Alice Feeney

PIĘKNA BRZYDOTA


Och, dałem się ponieść ekscytującej fabule powieści Alice Feeney ,,Piękna brzydota"...

Klimat tajemniczej szkockiej wyspy Amberly, gdzie rosną wiekowe sekwoje, ale gdzie nie słychać śpiewu ptaków przykuł moją uwagę i nie pozwalał spokojnie zasnąć w nocy. I chyba o to chodzi w kryminale z dreszczykiem.

Grady Green to pisarz, który u progu swego największego sukcesu zawodowego w tajemniczych okolicznościach traci żonę Abby. Traumatyczne przeżycie rzutuje na spadek twórczej weny. Dlatego jego agentka wydawnicza Kitty poleca mu wyjazd do leśnego domku na wyspie Amberly położonej u wybrzeży północnej Szkocji. Grady zabierając ze sobą swego psa Colombo przeprawia się promem na wyspę, na której w niewielkiej wiosce przebywa na stałe zaledwie dwudziestu pięciu mieszkańców. Pisarz szybko adoptuje się do nowych warunków i odkrywa w sobie nowe pokłady twórcze, zwłaszcza po odnalezieniu w leśnym domku zaginionego rękopisu ostatniej, niewydanej powieści słynnego pisarza Charlesa Whittakera. Przywłaszczenie sobie cudzego dzieła nie niepokoi aż tak bardzo Gradyego, jak to, że zaczyna mieć zwidy i wydaje mu się, że na wyspie przebywa jego zaginiona żona Abby. Ale czy to na pewno ona? A może to jej duch? Dlaczego mili dotąd mieszkańcy wyspy nie chcą umożliwić mu powrotu do domu? 

Alice Feeney wie jak budować i stopniować napięcie w powieści. Mistrzowsko też prowadzi do zaskakującego finału. I choć wydawało mi się, że domyślam się rozwiązania całej intrygi, to z czytelniczą satysfakcją muszę przyznać, że dałem się zaskoczyć. Poza tym opis wyspy jest tak niesamowity, że zacząłem sprawdzać na mapie, czy ona rzeczywiście istnieje. Tak jak zresztą wszystko w tej powieści...


niedziela, 5 października 2025


 







Joanna Opiat-Bojarska

GRA POZORÓW

Aleksandrze Wilk wali się cały, poukładany dotychczas świat. Jej mąż Gabriel ginie w tajemniczych okolicznościach, a jego ciało znika bez śladu. Żałoba przeradza się w psychiczną udrękę i problemy z pamięcią. Ola nawet nie wie, co robiła przez ostatni tydzień. Dwójką jej dzieci zaopiekowała się szwagierka, która wręcz nie ukrywa, że ma ochotę odebrać Joannie prawa rodzicielskie. Kłopoty w pracy i jeszcze dwóch nękających ją policjantów, którzy zdają się, śledzić każdy jej krok. Koszmar... A może to tylko gra pozorów? Może nie wszystko jest tak, jakby się mogło wydawać?

Patrząc na dorobek pisarski autorki, można stwierdzić, że Joanna Opiat-Bojarska ma swój patent na powieść kryminalną. Potrafi przykuć czytelniczą uwagę i zaserwować intrygującą fabułę. To plus. Mały plusik ode mnie za tło powieści, której akcja dzieje się w miejscach dobrze mi znanych. Jednak reklamy wydawnicze z okładki: ,,rasowy kryminał", ,,elektryzująca i bezwzględna rozgrywka" to tylko zwykła gra pozorów.

Nie kupuję niestety modus operandi kryminalnej intrygi. Choć wszystko trzyma się jakoś w logicznym ciągu postępowań głównych bohaterów, to cała fabuła zdaje się grubymi nićmi pozszywana. Żeby utrzymać sensacyjne napięcie w powieści pojawiają się motywy porwania, zdrady i szpiegostwa. Pozornie dodaje to fabule pikanterii. Gra pozorów jest jednak zwodnicza. Przekonuje się o tym i bohaterka Aleksandra Wilk i niestety ja, jako czytelnik tegoż kryminału.

piątek, 3 października 2025

 


Ota Pavel

JAK TATA PRZEMIERZAŁ AFRYKĘ

To nie jest powieść o Afryce. Chociaż, poniekąd... ,,Jak tata przemierzał Afrykę" to tylko jedno z opowiadań z całego zbioru, w których czeski pisarz, felietonista Ota Pavel opisuje zwyczajne, a czasem nadzwyczajne historie ze życia swojego oraz historie rodzinne. Opowiadania są jak wehikuł czasu, który przenosi nas do czasów powojennych, lat 50-tych, 60-tych XX wieku. Ktoś mógłby powiedzieć, że to jakieś przeterminowane bajanie. Dla mnie to jednak była wspaniała czytelnicza wyprawa w świat wypełniony radością życia, w świat cudownego obcowania z przyrodą, w świat prostych, zwyczajnych pragnień przeciętnego obywatela Republiki Czechosłowacji. 

Jest w tych opowiadaniach niezwykły magnetyzm. I choć sam nigdy nie wędkowałem gotów jestem uwierzyć autorowi, że łowienie ryb to najcudowniejsza dyscyplina sportowa, że po wypiciu piwa gra się w hokeja na lodzie jak z nut, że najpiękniejszym na świecie miejscem do odpoczynku są Czechy Południowe. Chciałbym z obywatelem Misarem przemierzać Karkonosze, a z Otą Gavendą z Cieszyna Beskidy. A gdybym zaszedł na szczyt Chopoku w Niżnych Tatrach to chciałbym odwiedzić w stacji metrologicznej inżyniera chemika Zdeno Zibrina o sile niedźwiedzia, który to na własnych plecach wniósł na szczyt dziewięćdziesięciokilowy agregat prądotwórczy. A czy mogę uwierzyć w zwariowane, afrykańskie perypetie rekruta Pavla w Legii Cudzoziemskiej opisane przez jego syna Ota? A czemuż nie... Przecież życie niesie z sobą tyle niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji. 

Zachwycam się tymi opowiadaniami i lekkością pióra autora. Zazdroszczę mu, że choć pisanie było jego pracą zawodową, to była to praca marzeń, która przynosiła mu tak wiele satysfakcji i zadowolenia. Nawet jeśli pierwszym i najsurowszym krytykiem była jego własna żona.  

piątek, 26 września 2025

 








Freida McFadden

NIE KŁAM

Każdy z nas potrafi kłamać. Nie każdy jednak umie to kłamstwo doskonale zamaskować. Adrienne Hale - zanana i ceniona psychiatra, autorka poczytnych bestsellerów twierdziła, że umie u swoich pacjentów rozpoznać każde kłamstwo. Co jednak, gdy to ona sama próbowała coś ukryć przed światem? Czy to coś, mogło być przyczyną jej tajemniczego zniknięcia przed laty?

Młode małżeństwo Tricia i Ethan są zainteresowaniu kupnem domu opuszczonego przez Adrienne Hale. Jednak położona na odludziu, przypominająca zamek rezydencja zdaje się skrywać niewyjaśnione tajemnice z przeszłości. Czy kluczem do zagadki będą odnalezione w skrytce nagrania na taśmach magnetofonowych z sesji terapeutycznych?

,,Nie kłam" to całkiem dobrze skomponowany kryminał z nutką dreszczyku. Bardzo dobrze się to czyta, choć wiarygodność prezentowanych zdarzeń naciągnięta jest do granic czytelniczej naiwności. Cóż, chyba nie zdradzę fabuły pisząc, że trup ścieli się tu nadspodziewanie gęsto. Mimo to, z przymrużeniem oka kupuję pomysł fabularny i cieszę się z przewrotnego, choć mało optymistycznego zakończenia.

Oczywiście nie kłamię!









Haruki Murakami

PRZYGODA Z OWCĄ


Kończę czytać książkę w dniu moich urodzin. Czy to przypadek? Moje rozmyślania bowiem biegną razem z przemyśleniami głównego bohatera. Na ile naszym życiem rządzi przypadek, a na ile jest ono sterowane lub kreowane przez czynniki zewnętrzne? Czy kieruje mną moja wewnętrzna owca? Może wzywa mnie do ucieczki przed światem w ustronne, bezludne miejsce, gdzieś wysoko w górach Hokkaido...

Trudno jednoznacznie przypisać książkę Murakamiego do jakiegoś gatunku literackiego. Powieść obyczajowa - z pewnością, kryminał, sensacja - po trosze, traktat filozoficzny - poniekąd, fantastyka - lekko zabarwiona, książka podróżnicza - miejscami. Z jednej strony zagadkowa intryga wywołana dziwacznym zleceniem wystawionym przez tajemniczego, wszechwładnego bossa: poszukiwanie krajobrazu ze zdjęcia z owcą mającą gwiazdę na grzbiecie. Z drugiej strony to slow motion fabuły cudownie kołyszące mój czytelniczy flow i prowadzące bezpiecznie do przewidywalnego de facto finału.

Ta powieść czyta się sama. Oddając się lekturze miałem wrażenie, że w połowie zasypiam, a dalej to już tylko mój sen. Wówczas pochylała się nade mną dziewczyna ukazując spod włosów wyjątkowe uszy z reklamy. Budził mnie jednak człowiek-owca, który jak zawsze miał głęboką ochotę napić się whisky.

Właściwie lektura książki był dla mnie jedną wielką przygodą. Przygodą z owcą.

piątek, 12 września 2025



Kazimierz Orłoś

DOM POD LUTNIĄ

Czasami zdarza się, że wpada nam w ręce książka niezwykła, która przemawia do nas nie tylko treścią, ale otula swoją duszą. Dla mnie ,,Dom pod Lutnią" stał się oazą wytchnienia, tęsknym ukłonem w stronę beztroskiego dzieciństwa i poszukiwaniem świata opartego na prostych zasadach poszanowania wartości, prawdy, uczciwości i honoru w trudnych czasach.

Mazury mają swój magiczny magnes, otoczkę świata z bajki, azylu dla szukających spokoju i wyciszenia. Być może, tak jak w powieści Kazimierza Orłosia Mazury były zaraz po wojnie taką w miarę bezpieczną bańką dla poranionych przez los ludzi, którzy tam szukali swojego domu. W całym tym konglomeracie miejscowych, zniemczonych Mazurów, przesiedleńców z Wileńszczyzny, Rusinów z Bieszczad, weteranów wojennych i nominatów ludowej władzy tworzy się nowe społeczeństwo, które musi nauczyć się współżycia w zgodzie i pokoju.

Dziewięcioletni Tomek, przywieziony przez matkę z Warszawy trafia na gospodarstwo swojego dziadka - Józefa Bronowicza, zwanego przez miejscowych pułkownikiem, gdyż przed wojną służył w pułku kawalerii jazłowieckiej. Dla młodego chłopca pobyt na wsi okazuje się być istnym rajem na ziemi. Nie przeszkadza mu to, że po łąkach trzeba biegać boso, że trzeba myć się w zimnej wodzie ze studni, że dzieci sąsiadów mówią do siebie po niemiecku. Tomek bardzo szybko aklimatyzuje się w nowej sytuacji i zawiera nowe znajomości. Wkrótce zapomina o tęsknocie za matką i nie chce myśleć o powrocie do Warszawy.

,,Dom pod Lutynią" to nie tylko opowieść o błogim dzieciństwie, ale szeroko zarysowane tło polityczno-historyczno-społeczne. To obraz odradzającego się z trudem po wojnie nowego świata, dyktowanego niestety przez narzucony przez Rosję Sowiecką reżim. Czy w niebezpiecznym świecie można odnaleźć swój mały, bezpieczny azyl? Czy można się odizolować od otaczającej, ponurej rzeczywistości?

Powieść Orłosia to też tęskne wołanie za poszukiwaniem prawdziwej miłości. Miłości na przekór konwenansom, układom, ludzkiej zawiści.

Oczarował mnie świat stworzony w gospodarstwie w Lipowie. Poczułem się zaproszony do wniknięcia w jego wnętrze, do przytulenia się do rozgrzanego pieca, do gry w szachy przy kuchennym stole, do spożycia deseru z poziomek i do szukania na niebie szczęśliwej gwiazdy spod gwiazdozbioru Lutni.



czwartek, 11 września 2025


 







Maria Oruna

ZŁODZIEJ FAL

W nadmorskiej rezydencji Quinta del Amo podobno w nocy straszą duchy. Tak przynajmniej uważa wnuk właścicielki domu - amerykański pisarz Carlos Green, który przybywa do Hiszpanii, aby przygotować do sprzedaży odziedziczoną w spadku posiadłość. Może i na tym sprawa by się skończyła, gdyby nie dwa, następujące po sobie dziwne zgony na terenie rezydencji. Wpierw umiera stary ogrodnik, a dzień później sprzątająca tam Wenezuelka. Do akcji wkracza pani komisarz Valentina Redondo, a sprawą duchów zajmują się zarówno badacz zjawisk paranormalnych Christian Valle, jak i twardo stąpający po ziemi profesor Alvaro Machin.

"Złodziej fal" ma swój intrygujący klimacik. Stara rezydencja, duchy przeszłości, oranżeria i genius loci. Tajemnicze morderstwa, ukryta księga Kopernika i inspiracja kryminałami Agaty Christie. Tak, to zdecydowanie obiecuje ciekawą lekturę. Zwłaszcza podczas seansu spirytystycznego można dostać gęsiej skórki. Ale, ale...

Tak dobrze zapowiadający się klimacik psuje lekki fetor snujący się z samego zakończenia. Troszkę szkoda. Mogło być nieco bardziej zagadkowo, więcej niedomówień, a mniej łopatologicznego tłumaczenia zaplątanej intrygi z bądź, co bądź dość banalnym finałem.