piątek, 26 września 2025










Haruki Murakami

PRZYGODA Z OWCĄ


Kończę czytać książkę w dniu moich urodzin. Czy to przypadek? Moje rozmyślania bowiem biegną razem z przemyśleniami głównego bohatera. Na ile naszym życiem rządzi przypadek, a na ile jest ono sterowane lub kreowane przez czynniki zewnętrzne? Czy kieruje mną moja wewnętrzna owca? Może wzywa mnie do ucieczki przed światem w ustronne, bezludne miejsce, gdzieś wysoko w górach Hokkaido...

Trudno jednoznacznie przypisać książkę Murakamiego do jakiegoś gatunku literackiego. Powieść obyczajowa - z pewnością, kryminał, sensacja - po trosze, traktat filozoficzny - poniekąd, fantastyka - lekko zabarwiona, książka podróżnicza - miejscami. Z jednej strony zagadkowa intryga wywołana dziwacznym zleceniem wystawionym przez tajemniczego, wszechwładnego bossa: poszukiwanie krajobrazu ze zdjęcia z owcą mającą gwiazdę na grzbiecie. Z drugiej strony to slow motion fabuły cudownie kołyszące mój czytelniczy flow i prowadzące bezpiecznie do przewidywalnego de facto finału.

Ta powieść czyta się sama. Oddając się lekturze miałem wrażenie, że w połowie zasypiam, a dalej to już tylko mój sen. Wówczas pochylała się nade mną dziewczyna ukazując spod włosów wyjątkowe uszy z reklamy. Budził mnie jednak człowiek-owca, który jak zawsze miał głęboką ochotę napić się whisky.

Właściwie lektura książki był dla mnie jedną wielką przygodą. Przygodą z owcą.

piątek, 12 września 2025



Kazimierz Orłoś

DOM POD LUTNIĄ

Czasami zdarza się, że wpada nam w ręce książka niezwykła, która przemawia do nas nie tylko treścią, ale otula swoją duszą. Dla mnie ,,Dom pod Lutnią" stał się oazą wytchnienia, tęsknym ukłonem w stronę beztroskiego dzieciństwa i poszukiwaniem świata opartego na prostych zasadach poszanowania wartości, prawdy, uczciwości i honoru w trudnych czasach.

Mazury mają swój magiczny magnes, otoczkę świata z bajki, azylu dla szukających spokoju i wyciszenia. Być może, tak jak w powieści Kazimierza Orłosia Mazury były zaraz po wojnie taką w miarę bezpieczną bańką dla poranionych przez los ludzi, którzy tam szukali swojego domu. W całym tym konglomeracie miejscowych, zniemczonych Mazurów, przesiedleńców z Wileńszczyzny, Rusinów z Bieszczad, weteranów wojennych i nominatów ludowej władzy tworzy się nowe społeczeństwo, które musi nauczyć się współżycia w zgodzie i pokoju.

Dziewięcioletni Tomek, przywieziony przez matkę z Warszawy trafia na gospodarstwo swojego dziadka - Józefa Bronowicza, zwanego przez miejscowych pułkownikiem, gdyż przed wojną służył w pułku kawalerii jazłowieckiej. Dla młodego chłopca pobyt na wsi okazuje się być istnym rajem na ziemi. Nie przeszkadza mu to, że po łąkach trzeba biegać boso, że trzeba myć się w zimnej wodzie ze studni, że dzieci sąsiadów mówią do siebie po niemiecku. Tomek bardzo szybko aklimatyzuje się w nowej sytuacji i zawiera nowe znajomości. Wkrótce zapomina o tęsknocie za matką i nie chce myśleć o powrocie do Warszawy.

,,Dom pod Lutynią" to nie tylko opowieść o błogim dzieciństwie, ale szeroko zarysowane tło polityczno-historyczno-społeczne. To obraz odradzającego się z trudem po wojnie nowego świata, dyktowanego niestety przez narzucony przez Rosję Sowiecką reżim. Czy w niebezpiecznym świecie można odnaleźć swój mały, bezpieczny azyl? Czy można się odizolować od otaczającej, ponurej rzeczywistości?

Powieść Orłosia to też tęskne wołanie za poszukiwaniem prawdziwej miłości. Miłości na przekór konwenansom, układom, ludzkiej zawiści.

Oczarował mnie świat stworzony w gospodarstwie w Lipowie. Poczułem się zaproszony do wniknięcia w jego wnętrze, do przytulenia się do rozgrzanego pieca, do gry w szachy przy kuchennym stole, do spożycia deseru z poziomek i do szukania na niebie szczęśliwej gwiazdy spod gwiazdozbioru Lutni.



czwartek, 11 września 2025


 







Maria Oruna

ZŁODZIEJ FAL

W nadmorskiej rezydencji Quinta del Amo podobno w nocy straszą duchy. Tak przynajmniej uważa wnuk właścicielki domu - amerykański pisarz Carlos Green, który przybywa do Hiszpanii, aby przygotować do sprzedaży odziedziczoną w spadku posiadłość. Może i na tym sprawa by się skończyła, gdyby nie dwa, następujące po sobie dziwne zgony na terenie rezydencji. Wpierw umiera stary ogrodnik, a dzień później sprzątająca tam Wenezuelka. Do akcji wkracza pani komisarz Valentina Redondo, a sprawą duchów zajmują się zarówno badacz zjawisk paranormalnych Christian Valle, jak i twardo stąpający po ziemi profesor Alvaro Machin.

"Złodziej fal" ma swój intrygujący klimacik. Stara rezydencja, duchy przeszłości, oranżeria i genius loci. Tajemnicze morderstwa, ukryta księga Kopernika i inspiracja kryminałami Agaty Christie. Tak, to zdecydowanie obiecuje ciekawą lekturę. Zwłaszcza podczas seansu spirytystycznego można dostać gęsiej skórki. Ale, ale...

Tak dobrze zapowiadający się klimacik psuje lekki fetor snujący się z samego zakończenia. Troszkę szkoda. Mogło być nieco bardziej zagadkowo, więcej niedomówień, a mniej łopatologicznego tłumaczenia zaplątanej intrygi z bądź, co bądź dość banalnym finałem.

sobota, 6 września 2025

 








Paul Colize

DŁUGA CHWILA CISZY

Dwóch bohaterów - dwie oddzielne historie. Stanisław  Kervyn - Belg szukający po przeszło pięćdziesięciu latach przyczyn zamachu na lotnisku w Kairze w 1954 roku, w którym zginął jego ojciec i Żyd Nathan Katz tropiący po wojnie nazistowskich zbrodniarzy. Czy obie historie znajdą punkt styczności? 

Skoro są zawarte w jednej książce autorstwa Paula Colize, to nie zdradzając fabuły podpowiem, że tak zapewne musi być. Oba sensacyjne wątki są równie wciągające i ciągnące ku finałowi czytelniczą ciekawość. Jednak ich bohaterowie nie wydają się być postaciami z którymi chciałby się utożsamiać. Potrafimy jakoś tam zrozumieć motywy ich działań i postępowań, ale z drugiej strony jest coś odpychającego w ich osobowościach. Aż chciałoby się zakrzyknąć za kobietami, będącymi postaciami drugoplanowymi: ,,panowie - stop - opamiętajcie swoją zaciekłość". 

Pomysł fabularny ,,Długiej chwili ciszy" mógłby się wydawać naiwnie skrojony na potrzeby książkowej sensacji, gdyby nie ostatnie słowa od autora. To co się okazuje być prawdą, a nie tylko literacką fikcją zasługuje na wyższe uznanie i uwagę. Dodatkowy plus za intrygującą opowieść o niezwykłych wojennych losach polskiej szlacheckiej rodziny Jaśkiewiczów z Radziechowa pod Lwowem. Jak dla mnie to o wiele bardziej nurtująca historia niż sam zamach w Kairze.  

wtorek, 26 sierpnia 2025



Arto Paasilinna

ROK ZAJĄCA

Czy potrącony na drodze zając może zmienić czyjeś życie? Przekonał się o tym redaktor helsińskiej gazety Kaarlo Vatanen. Opieka nad rannym zwierzęciem stała się pretekstem do ucieczki od wczorajszego, układnego i nudnego życia w kierunku nieprzewidywalnego i jakże zaskakującego jutra.

,,Rok zająca" to brawurowa jazda po bandzie skandynawskiej powściągliwości i abstrakcyjnego poczucia humoru. Przygody, które spotykają błąkającego się po bezdrożach Finlandii Vatanena z zającem pod pachą są niczym cywilna wersja przygód dobrego wojaka Szwejka. Cokolwiek by go nie spotkało po drodze Kaarlo Vatanen przyjmuje wszystko ze stoickim spokojem i potrafi odnaleźć się w każdej, nawet najdziwaczniejszej sytuacji. Oczywiście zawsze mając na uwadze dobro i bezpieczeństwo swojego zająca. Dopiero spotkanie z głodnym niedźwiedziem wyprowadza głównego bohatera z tej stoickiej równowagi. W pogoni za drapieżcą w szalonym zewie krwi Vatanen wyprawi się aż nad Biełoje Morie, co spowoduje niewątpliwie pewne dyplomatyczne zamieszanie na najwyższych szczeblach.

Dobrze się ubawiłem przy czytaniu książki Arto Paasilinna. Zatęskniłem za przygodą, dziką naturą i bezkresnymi lasami. Zatęskniłem za zającem, który mógłby być pretekstem do radykalnej zmiany życia.

niedziela, 24 sierpnia 2025














Michał Śmielak
REGIEL


Bieszczady wciąż mają swój tajemniczy, przyciągający jak magnes klimat. Mają też swoje leśne zmory strzegące przed obcymi dziewiczych zakamarków. Już samo to wystarczy by na takiej osnowie snuć kryminalną opowieść z dreszczykiem.

W spokojnej wsi Rosochate ludzie nie lubią zmian. Raczej uciekają przed przeszłością niż wyczekują nowego. Za sprawą deweloperki, która chce zamienić prastary Regiel w osiedle domków budzą się dawne demony. Śmierć ochroniarza pociąga za sobą kolejne tragiczne wydarzenia. Ale czy chodzi tu tylko o wycinkę starego lasu? Co to ma wspólnego ze śmiercią Olki, która pięć lat wcześniej wyjechała z Rosochatego do Krakowa i tam padła ofiarą morderczej napaści? Kim jest młoda dziewczyna, która na chwile pojawia się w Rosochatym i w tajemniczych okolicznościach znika. Dlaczego szuka akurat tutaj swojego brata Pawła, który zaginął pięć lat wcześniej? I czy przypadkiem Paweł nie miał czegoś wspólnego z Olką?

Michał Śmielak potrafi tworzyć intrygujące i wciągające fabuły. Czytając "Regiel" ma się wrażenie bezpośredniego uczestniczenia w wydarzeniach w Rosochatem. Siedząc razem z innymi mieszkańcami w barze u Jerzyka próbujemy dociec, co też złego niosą z sobą zmiany, które nadchodzą. Czy można zapobiec kolejnym nieszczęściom? A może razem z aspirantem Przemysławem Nowackim na przekór zabobonom spróbujemy rozwiązać zagadki mnożących się śmierci?

Świetne! Doprawdy, kryminał z klimatem. I to bieszczadzkim klimatem!

czwartek, 21 sierpnia 2025


 






Ferenc Karinthy

EPEPE 

Podobnie jak Józef K. z "Procesu" Franza Kafki - Budai z książki Ferenca Karinthy budzi się w obcej, niezrozumiałej dla siebie rzeczywistości. Znalezienie się za sprawą pomylonego lotu samolotem w obcym państwie, w dodatku niemożność dogadania się z kimkolwiek, staje się dla głównego bohatera początkowo przyczyną niepokoju, frustracji, buntu, a w końcu biernej rezygnacji. Otaczające go megapolis, niezrozumiały język, nieustające kolejki po wszystko i wreszcie poczucie zagubienia oraz osamotnienia osaczają i wyniszczają Budaia. Wydaje się, że wyrwanie z tego zamkniętego kręgu jest prawie niemożliwe. A jednak Budai nie traci nadziei...

,,Epepe" nie była dla mnie łatwą lekturą. Fabuła co prawda wciągała mnie w wir dziwacznej przygody, ale duszna atmosfera stworzona przez autora raczej nie wróżyła dobrego zakończenia. Trochę to wszystko było jak w ,,Procesie" Kafki. Próba odnalezienia się w totalnym niezrozumieniu. Niestety wtórność konceptu fabularnego nie była w stanie mnie zachwycić. Miałkie zakończenie przyniosło mi tylko rozczarowanie, tak jakby zabrakło w tym całym zaserwowanym literackim daniu odrobiny ostrej przyprawy. I chociaż książkę poleca Olga Tokarczuk, to ani mnie ona nie porwała, ani do refleksji nie zmusiła. Książka, nie pani Tokarczuk!