Andrij Lubka
czwartek, 4 marca 2021
poniedziałek, 22 lutego 2021
WYBÓR ZYGMUNTA
Wbrew temu co sugeruje okładka i opis reklamowy ,,Wybór Zygmunta" nie jest kryminałem. Owszem na terenie Watykanu dochodzi do tragicznej śmierci dwóch młodych ludzi i doktor Freud przybywa z Wiednia, aby na prośbę papieża Leona XIII próbować dociec, kto za tym wypadkiem stoi, jednak nie to jest głównym motorem fabularnym powieści Carlo Martigliego. A co nim jest? Kardynalskie intrygi na progu spodziewanego konklawe? Erotyczne fantazje Zygmunta Freuda? A może opowieść o ludzkich słabościach, grzeszkach i pysze, którą daje poczucie władzy lub wiedzy zdolnej zdominować innych ludzi?Pomijam fakt zbyt wykombinowanej przez autora koncepcji powołania przez zwierzchnika Kościoła Katolickiego żydowskiego ateistę, członka masonerii na eksperta mającego zbadać psychikę i podświadomość potencjalnych kandydatów na tron piotrowy. Na dodatek Freud ma możliwość podsłuchiwania kardynałów podczas konklawe. Fantastyka rodem z prozy Dana Browna.
Bohater powieści przybywa do Watykanu, ustawia swoją słynną kozetkę i od razu przystępuje do powierzonej mu misji próbując poddać psychoanalizie sny trzech wpływowych kardynałów. I tu niestety powieść grzęźnie fabularnie, gdyż czytelnik nie wie dokładnie do czego austriacki lekarz psychiatra zmierza. Z jego analizy nic nie wynika i wyniknąć nie zdoła. Więcej dowiadujemy się o rodzajach cygar i gatunkach tytoniu niż o postępach w śledztwie. Freuda zaczyna męczyć seksualna abstynencja, więc próbuje dać jej upust na różne sposoby. Dopiero zakończenie książki przynosi nieco ożywienia i ukazuje w pełni o czym naprawdę była ta powieść. Podoba mi się przewrotny koncept ukazujący machinacje w jakie został wplątany nieświadomie główny bohater. Początkowo zadufany w swoją genialność i nieomylność Zygmunt Freud ma wrażenie, że to on jest panem sytuacji. Dopiero po wyjeździe z Rzymu dociera do niego jak bardzo został zmanipulowany i wykorzystany przez mistrzów politycznych rozgrywek. Ten plus powieści przysłania wszystkie jej niedoskonałości. Warto przemęczyć się i doczytać do końca.
środa, 3 lutego 2021
Jo Nesbo
NÓŻ
Po prostu Jo Nesbo! I to już by mogło wystarczyć za rekomendację kolejnej powieści kryminalnej o przygodach komisarza Harrego Hole z policji w Oslo. A jednak ,,Nóż", dla zagorzałych fanów norweskiego kryminału wydaje się jakby ciut mniej przyprawiający o dreszcze emocji. Może dlatego, że tym razem zamiast w świat przerażających morderców czytelnik musi zanurzyć się w mroczne zakamarki przesiąkniętej alkoholizmem duszy samego Hola.Komisarz boleśnie przeżywa rozstanie ze swoją żoną - Rakel. Być może chciałby do niej wrócić, ale ona niestety zostaje zamordowana w swoim domu. Ktoś wbił jej nóż. Podejrzanych jest kilka osób, ale poszlaki dotyczące tej zbrodni coraz bardziej zacieśniają się wokół samego Harrego Hole. A on nie pamięta co robił w noc zabójstwa. Był pijany do nieprzytomności.
Jo Nesbo tak, jak w poprzednich częściach wodzi czytelnika mnożąc kolejne wątki i zapuszczając coraz więcej wątpliwości. Wszystko po to, by w finale zaskoczyć i puścić szelmowskie oczko: ,,tego się nie spodziewaliście". Wspaniałe, jak zwykle genialne... tylko trochę już schematyczne i trochę jakby zbyt wydumane, a nawet wyciśnięte na siłę. Na szczęście tylko trochę...
wtorek, 2 lutego 2021
Jakub Ćwiek
TOPIEL
Powódź ma to do siebie, że pojawia się stopniowo. Obserwuje się narastanie wody w rzece, która w końcu wylewa i niszczy wszystko co spotka po drodze. Po fali powodziowej wraca życie, ale pewnych rzeczy nie da się już odtworzyć. O tym właśnie jest powieść Jakuba Ćwieka ,,Topiel".
Na kanwie autentycznych wydarzeń z lipca 1997 roku śledzimy losy czterech nastolatków: Józka, Kacpra, Darka i Grześka, którzy spędzają wakacje w Guchołazach. Nie są to typy ugrzecznionych chłopców z tzw. dobrych rodzin. Ich wybuchowe charaktery, łobuzerskie popisy i kombinatorstwo, jak narastająca fala prowadzić musi do jakieś tragedii. Od początku książki wiemy, że opowieść zakończy się tragiczną śmiercią jednego z nich. Tylko którego i z jakiego powodu? To właśnie dramatyczne spoiwo trzyma czytelnika w nieustannym napięciu aż do finałowego rozwiązania.
Dużo w tej książce wspominkowych historii z dzieciństwa samego autora. Myślę, że dla niego to bardzo ważne fabularne odniesienie, dla czytelnika, który szuka wartkiej akcji - już niekoniecznie. Pewne sprawy, zwłaszcza te kryminalne wydają się trochę zbyt naciągnięte i wydumane. Sam finał też jakoś zbyt powierzchownie podany nie daje odpowiedzi na nurtujące pytanie: i co dalej?
Pomimo tych drobnych ułomności warsztatowych warto po książkę sięgnąć, zwłaszcza tym, którzy pamiętają, albo kojarzą z opowieści słynną powódź tysiąclecia z 1997 roku.
niedziela, 13 grudnia 2020
Erika Swyler
KSIĘGA WIESZCZB
Zgodnie z zapowiedzią na okładce miała to być ,,cudowna powieść o potędze książek, rodziny i magii". Rzeczywiście w opowiadaniu pojawia się niezwykła księga, mamy historię rodzinną i trochę karcianej magii. Tylko cudowności brak. Dlaczego?Powieść Eriki Swyler ma dość ponury klimat. Oto na wybrzeżu Long Island zdaje się, że słońce nigdy nie świeci. Wieją wiatry, obficie pada deszcz, a przypływy pozostawiają na kamienistej plaży setki mało sympatycznych stworzonek zwanych skrzypłoczami. Na klifie stoi stary, drewniany dom, który powoli usuwa się w stronę morza. Zamieszkujący go Simon Watson jakoś też nie specjalnie ma powody do radości. Walka o uratowanie domu przerasta jego możliwości. W dodatku zostaje zwolniony z pracy w bibliotece. Na domiar złego w jego ręce trafia księga, która opisuje historie jego rodziny. Z tej to księgi dowiaduje się o dziwnym fatum wiszącym nad jego rodem. Zarówno jego matka, jak i babka oraz prababka tonęły w morzu choć wszystkie posiadały niezwykły talent do nurkowania. Nazywano je syrenami. Simon ma siostrę Enolę, o którą zaczyna się lękać, że może skończyć tak, jak jej szanowne poprzedniczki.
Książka krąży wokół ponurych historii rodzinnych, powiązanych nie wiadomo dlaczego z wróżeniem z kart tarota. Czytelnik podąża za poszczególnymi wątkami w poszukiwaniu cudowności, ale jej tu po prostu nie ma. Na szczęście zakończenie daje nadzieję, że jednak można przełamać fatalne fatum i rozpocząć życie niczym carte blanche. I to jest jedyny przebłysk jasności w całej tej powieści.
poniedziałek, 23 listopada 2020
STOWARZYSZENIE MIŁOŚNIKÓW LITERATURY I PLACKA Z KARTOFLANYCH OBIEREK
sobota, 14 listopada 2020
Katarzyna Berenika Miszczuk
JA CIĘ KOCHAM, A TY MIAU
Odnoszę wrażenie, że autorka nie mogła się zdecydować jaki charakter ma mieć jej opowiadanie: infantylnej, lekkiej w narracji błahostki, czy poważnego kryminału z morderstwem w tle i szczyptą frywolnej pikanterii? Powstał miks, który nie zadawala ani zwolenników komedii, ani tragedii. Jedyne zadowolone w tej sytuacji osoby to sama autorka, która z pewnością miała niezłą zabawę przy pisaniu i redaktorka, która wymyśliła tytuły poszczególnych rozdziałów. Czytelnikowi pozostaje jedynie zdać się na narracje kota Lorda, dla którego ważniejsze są ciepłe kolanka jego właścicielki niż finał tragicznego w skutkach konkursu malarskiego.






