poniedziałek, 28 października 2019


Anthony Horowitz

POGRZEB NA ZAMÓWIENIE 


Czasami książkę można poznać już po okładce. Nie polecam jednak tej metody badawczej w przypadku powieści kryminalnej ,,Pogrzeb na zamówienie". Ociekający krwią znak drogowy i czaszka zapowiadają krwisty niemalże horror. Tymczasem nic z tych rzeczy. Trup w książce pojawia się i owszem, nawet nie jeden, ale bardziej w konwencji oprawy domu pogrzebowego, niż klasycznej maszynki do mięsa. A komu czaszka skojarzy się z dramatem Szekspira może już śmiało nie czytać zakończenia. W dodatku śmieszą hurraoptymistyczne zachwyty na skrzydełkach okładki zaczerpnięte z recenzji... nikomu nieznanych blogerów. 
Dobrze, nie warto pastwić się nad szatą edytorską powieści, za którą autor nie odpowiada. Odpowiada za to za treść, a że jest sprawnym pisarzem, twórcą scenariuszy do cieszących się dużą oglądalnością seriali kryminalnych, to mamy całkiem dobre czytadło. Dobre, to nie znaczy zachwycające. 
Kryminał jakich wiele, według tego samego odwiecznego schematu: nic co na początku wydaje się oczywiste, takie oczywiste na końcu już nie jest, a zabójcą będzie zawsze ten, którego najmniej byśmy podejrzewali. Samotnie mieszkająca w Londynie starsza pani Diana Cowper przychodzi do zakładu pogrzebowego by zaplanować już za życia ceremonię swojego pogrzebu. Kilka godzin później zostaje zamordowana we własnym domu. Policja oczywiście umywa ręce i szybko chce zamknąć sprawę dowodząc, że była to robota przypadkowego włamywacza. Do akcji jednak wkracza policyjny konsultant, były detektyw Hawthorne, który niczym Sherlock Holmes wie wszystko, ale nie powie. Towarzyszyć mu będzie sam autor, który jest głównym bohaterem powieści. To on pod namową Hawthorna zgadza się napisać książkę o pracy detektywa przy rozwiązywaniu tej dość dziwnej sprawy. Jest to układ czysto biznesowy, gdyż wspólnicy mają podzielić się fifty-fifty z dochodów z przyszłej książki. Mamy zatem opowieść o powstawaniu powieści kryminalnej.
Akcja intryguje z początku, ale gubi się nieco w mało porywających przesłuchaniach głównych świadków znających panią Cowper. Sugestie, że morderstwo może mieć coś wspólnego z wypadkiem samochodowym, który miał miejsce dziesięć laty wcześniej, to oczywiście zasłona dymna. Nużą też miejscami megalomańskie dygresje autora o procesie powstawania powieści i o jego pracy z wybitnymi reżyserami i aktorami. Przejście jednak na tematy aktorskie staje się momentem przełomowym książki. Tuż po pogrzebie Diany zostaje zamordowany jej syn, znany i ceniony aktor holywoodzki. Tu akcja nabiera tempa i robi się naprawdę ciekawie. Szkoda tylko, że zakończenie zgodnie z wcześniej przeze mnie przytoczoną logiką powieści kryminalnej, jest takie przewidywalne. 
   


sobota, 5 października 2019


Bernard MacLaverty

PRZED KOŃCEM ZIMY 

Ta książka pochłonęła mnie bez reszty. Nie ma w niej co prawda wartkiej akcji, sensacyjnych wątków ani tajemniczych zagadek. Jest za to para staruszków, Irlandczyków mieszkających w Glasgow, którzy w zimowej aurze wybierają się na wakacje do Amsterdamu. Autor z niesamowitą pieczołowitością opisuje codzienne relacje małżeńskie Stelli i Gerrego prezentując oba punkty widzenia na te same sprawy. W codziennej rutynie wspólnego życia dwójki emerytów ważne są każde najdrobniejsze szczegóły: poranna toaleta, zażywanie leków, zmęczenie, wieczorna kolacja, wiadomości w telewizji i zagubienie we współczesnym świecie pełnym elektroniki. Oboje razem, na wspólnych wakacjach, a jednak z każdą kolejną stroną książki odkrywamy ich samotność i ucieczkę w swój własny świat. Stella ucieka w wymiar duchowy, religijny, Gerry w muzykę klasyczną i alkohol. Ich światy się rozjeżdżają i ta z pozoru spokojna wyprawa do Amsterdamu stać się może przełomowym momentem w ich życiu. Stella nie bez przyczyny wybrała Amsterdam na wycieczkę. To tam u boku bogobojnych beginek pragnie rozpocząć nowe życie. A co z Garrym? On, zdaniem Stelli i tak stacza się w chorobę alkoholową. Czy jest jeszcze szansa na wspólne życie tych dwojga? Jak się okazuje nad ich małżeństwem ciąży niezwykle dramatyczne zdarzenie z przeszłości, które wraca silnym wspomnieniem właśnie w chwili wyjazdu. Czy to zdarzenie wyjaśni motywy ich obecnego postępowania, czy będzie w stanie dać im nową przyszłość? 
Książka dostarcza niezwykłych emocji i daje dużo do myślenia, szczególnie komuś, kto już wie, co znaczy długoletni staż w związku małżeńskim. Ile w niej życiowej prawdy... Prawdziwa książka. Brawo MacLaverty.  

poniedziałek, 16 września 2019


Magdalena Kubasiewicz

GDZIE ŚPIEWAJĄ DIABŁY 

Gdzieś na odległym krańcu Polski, głęboko w lesie, nad jeziorem Diable ukrywa się miasteczko Azyl. Zamieszkują go dość nietypowi mieszkańcy, outsiderzy, wszelkiej maści uciekinierzy, kontestatorzy, miłośnicy legend i świata nadprzyrodzonego. Trudno tam trafić, a jeszcze trudniej stamtąd wyjechać. Przekonuje się o tym Piotr, który dociera do Azylu, szukając śladów zaginionej kilka lat wcześniej swojej siostry bliźniaczki Ewy. Racjonalnie myślący i postępujący Piotr szuka po omacku tam, gdzie świat realny miesza się z fantazją, czary i gusła z tajemnicą kolejnych zabójstw. Każda z napotkanych przez niego osób: stara Iwanowa, Maria, Ksenia, Katia, Dymitri, Tobiasz i mała dziewczynka Dorota opowiada mu własną wersję legendy o diable, czarownicy i o czarnych wodach jeziora Diable. Co jest prawdą, co jest fikcją i dlaczego nikt nie chce powiedzieć mu wprost co się stało z jego siostrą? Piotr gubi się w domysłach, uliczkach miasteczka i w powierzchownej ocenie mieszkańców Azylu. Miotając się i doprowadzając samego siebie na skraj irytacji nie może się już wyrwać z tej całej osaczającej go matni (spisku?). Czy pozna ostatecznie prawdę? Czy prawda jest tylko jedna? I czy książka może mieć tylko jedno zakończenie?

Cały ten opis brzmi fantastycznie i zapowiadać by mógł niesamowitą, wciągającą historię. Niestety, choć Magdalena Kubasiewicz ma bardzo bogatą wyobraźnię i doskonały pomysł na fabułę, to jej warsztat pisarski pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Książkę czyta się trochę jak pamiętnik młodej pensjonarki. Zbyt naiwny język opisujący psychologiczne rysy bohaterów, drętwe miejscami dialogi i nadmiar fantastycznych obrazów świata powieści niszczą tak wspaniały pomysł na sensacyjno -magiczną powieść. Szkoda, bo mogło być ciekawiej i bardziej wciągająco. A tak, jezioro Diable mniej fascynuje i jakoś nie tęskno mi do jego poszukiwania w moim świecie.    

czwartek, 5 września 2019


Radek Knapp 

PODRÓŻ DO KALINA 

Coś dla miłośników prozy kafkowskiej. Juliusz Werkazy to detektyw hołdujący staroświeckim metodom pracy. Jego dość nudne życie przerywa zlecenie wyjazdu do tajemniczego miasta Kalina. Mało kto tam dociera, gdyż miejsce to jest hermetycznie oddzielone od reszty świata. Dotrzeć tam można pociągiem, który jest jednak pilnie strzeżony. Zaraz po przybyciu detektywowi przedstawia się założyciel miasta, miliarder Osmos, który zleca mu rozwiązanie zagadki pierwszego zgonu w jego idealnym mieście. Werkazy zagłębiając się w realia tajemniczego Kalinina odkrywa jego największe tajemnice, w tym i tą, że nikt w tym mieście nie ma więcej niż trzydzieści lat.


Książka z klimatem, zagadką prawie kryminalną i z tym czymś, co powoduje, że czyta się ją jednym tchem. Dlatego jednym słowem: warto!

piątek, 30 sierpnia 2019


Phaedra Patrick

OSOBLIWE SZCZĘŚCIE ARTHURA PEPPERA

 Co zostanie po nas po naszej śmierci? Przetrwają wspomnienia gromadzone przez najbliższych. Co jednak, gdy nasi najbliżsi, nawet małżonkowie nie wszystko o naszym życiu wiedzieli? Jakie ślady, tropy zostawimy po sobie i czy ktoś będzie chciał nimi jeszcze podążać? Takie pytania nurtowały mnie po lekturze tej ciekawej książki. Arthur Pepper mógłby po śmierci swojej żony Miriam wieść spokojne, ustabilizowane życie emeryta-wdowca, gdyby nie przypadkowo znaleziona złota bransoletka żony z licznymi przywieszkami. Skąd wzięły się te przywieszki i co one oznaczają? Arthur rusza na długą i daleką wyprawę, aby szukać śladów niezwykłego życia Miriam, które wiodła zanim została jego żoną. Przez Londyn, Paryż trafia nawet do Indii. Czy ta niezwykła podróż odmieni jego życie? Czy przyniesie mu ukojenie. Warto się przekonać.  

czwartek, 29 sierpnia 2019


Will Ferguson

419. WIELKI PRZEKRĘT 

Mam z tą książką pewien problem. Niewątpliwie, mam tu do czynienia z wybitnym autorem, który napisał prawdziwy reportaż podróżniczo-społeczny po współczesnej Nigerii. Zna się gość na rzeczy. Za opis tego afrykańskiego kraju borykającego się z wojną domową, wojnami plemiennymi, gangami, wszechobecną korupcją i rabunkową dewastacją środowiska naturalnego w związku z wydobywaniem ropy,  jestem autorowi niezmiernie wdzięczny. Lubię książki, które ukazują mi  nieznany kawałek naszego świata, o którym mam jedynie mgliste pojęcie zaczerpnięte z wpatrywania się w mapę. Z drugiej strony opowieść przez swoją wielowątkowość traci na dynamice i atrakcyjności. 
Wszystko zaczyna się w Kanadzie, od tajemniczej samobójczej śmierci ojca Laury. Rozpędzonym samochodem stacza się z wysokiej skarpy. Wszyscy są w szoku. Dlaczego emerytowany nauczyciel, żyjący w szczęściu i w spokoju popełnia nagle samobójstwo? Odpowiedź Laura znajduje w jego skrzynce e-maliowej i w wykazie długów z konta bankowego. Ojciec padł ofiarą internetowego oszusta z Nigerii, który podając się za mecenasa Victora Okechukwu wyłudził od niego majątek  warty zastawu pod dom rodzinny. 
Laura, wbrew ostrzeżeniom policji, podejmuje ryzykowną grę mającą na celu poznanie sprawcy tego nieszczęścia i wymuszeniu na nim zwrotu zrabowanych pieniędzy. Dlatego postanawia wyjechać sama do Nigerii. I tu wątek kryminalny się urywa. Dalsza część powieści dotyczy losów rdzennych mieszkańców Nigerii: Winstona, Aminy i Nnamdiego, ludzi, którzy próbują odmienić swój beznadziejny los i przeznaczenie. Jaki to ma związek z samobójstwem ojca Laury, ano dowiemy się o tym na ostatnich stronach powieści. Snucie jednak rozbudowanych wątków pobocznych nieco nuży i wytrąca z głównego nurtu kryminalnego. Pojawia się pytanie: to w końcu o czym jest ta książka? A może to opowieść o 419 - czyli paragrafie z nigeryjskiego kodeksu karnego na podstawie którego ściga się oszustów internetowych? Tak, czy inaczej warto tą książkę przemęczyć, żeby lepiej zrozumieć, że w dzisiejszym świecie internet nie tylko zbliża ludzi, ale pozwala działać oszustom i dokonywać niewyobrażalnych rabunków z odległości kilku tysięcy kilometrów. 


czwartek, 8 sierpnia 2019


Jerzy Niemczuk 

BAT NA KOTY 

Nie jestem miłośnikiem telewizyjnych serialowych tasiemców. Jednak tym razem autor scenariuszy do ,,Złotopolskich" i ,,Rancza" porwał mnie swoim opowiadaniem dla ,,gospodyń domowych". 

Asia, młoda mama 3-letniej Mai, samotnie opiekuje się córką. Jej mąż tyran uciekł, pozostawiając po sobie gorycz i… długi. Dziewczyna mieszka w biednej wsi pod Lidzbarkiem, przygarnięta przez byłych teściów, którzy jej nie lubią i w dodatku obwiniają o rozbicie małżeństwa. Brakuje jej pieniędzy, pracy, wsparcia serdecznych ludzi i nadziei na lepsze jutro. Nikt w nią nie wierzy, nawet ona sama. O miłości już chyba nawet nie marzy… Lecz gdy w życiu wyczerpuje się limit nieszczęścia, okazuje się, że może się jeszcze zdarzyć wiele, wiele dobrego…

W tą opowieść z ,,życia wziętą" wplątany zostaje wątek kryminalno-biznesowy. Dzięki splotowi akcji oraz agentowi policji z sekcji do walki z przestępczością gospodarczą, nieporadnej dotąd życiowo Asi udaje się stanąć na nogi i to całkiem porządnie. Ludziska są jednak zawistni i nieprzychylnym okiem patrzą na to, że komuś zaczyna się powodzić. Czy Asia będzie miała na tyle siły, by zmierzyć się z rzeczywistością warmińskiej wsi?

Książka, tak jak serial wciąga z każdym kolejnym rozdziałem (odcinkiem) i nie można doczekać się końca. A kiedy następuje koniec, chciałoby się prosić o drugi sezon.