Wioletta Grzegorzewska
poniedziałek, 20 lutego 2023
poniedziałek, 13 lutego 2023
Jo Nesbo
KRWAWY KSIĘŻYC
Każda z historii kryminalnych opisanych przez Jo Nesbø to co prawda nowa i jak zwykle intrygująca przygoda czytelnicza, choć oparta na podobnym scenariuszu. Jest straszliwa zbrodnia, nieuchwytny, tajemniczy morderca i pokrętne motywy zbrodni. Wszystko podane jest w ten sposób, żeby czytelnik prawie do ostatniej strony był nieustannie zaskakiwany. Można się na to zżymać, ponarzekać, albo po prostu zaakceptować i dać się ponieść po raz kolejny dobrze przemyślanej i ciekawie napisanej fabule. Ja zdecydowanie opowiadam się za tym drugim.
niedziela, 5 lutego 2023
Bono
SURRENDER. 40 PIOSENEK, JEDNA OPOWIEŚĆ
czwartek, 26 stycznia 2023
Paweł Radziszewski
NIEPOWINNOŚĆ
W książce Pawła Radziszewskiego jest pełno
,,niepowinności". Dzieci nie powinny zaglądać do piwnicy, bibliotekarz nie
powinien być palaczem w kotłowni, mieszkańcy pegeeru nie powinni mieszkać w
oborze, a mieszkańcy Furty nie powinni dociekać dlaczego żona dyrektora szkoły
to Irek a nie Irena. Jednocześnie w tej nieco bajkowej powieści - elegii o
upadłym pegeerze (pisownia zaczerpnięta z książki) na pograniczu Mazur i
Podlasia pełno jest gorzkiego smutku i egzystencjonalnej szarości.
Historia głównych bohaterów niczym walec drogowy wałkuje
stereotyp o biedzie, beznadziei i pijaństwie ludzi osadzonych po wojnie w
państwowych gospodarstwach rolnych na poniemieckich ziemiach. Jednak młode
pokolenie, które przedstawione jest w losach Jacka, Marzeny i Seweryna czuję
potrzebę zmiany, wyrwania się zamkniętego kręgu ,,niepowinności" i
szarości. Jacek zaczyna eksplorować piwniczne korytarze i odkrywa ich
tajemnice. Marzena czyta nałogowo książki i marzy o lepszym świecie, a
pyszałkowaty Seweryn, z którego się w dzieciństwie naśmiewano wie, że urodził
się po to, by być w przyszłości dyrektorem. Samo jednak miejsce zniewala i dusi
wszystkich swoich mieszkańców przemieniając ich w szaraki. Wydaje się, że z
Furty nie ma ucieczki.
Brawo za oryginalną okładkę. Okropnie ponura, ale doskonale
oddaje ducha całej powieści. Może ten szary, nabazgrany dziecięcą ręką kwiatek
to jednak jakiś promyk nadziei...
Magdalena Knedler
NIE CAŁKIEM BOŻE NARODZENIE
Agatha Christie w swojskim (we wschowskim można by rzec) wydaniu.
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Dziesięć osób postanawia spędzić je na odludziu w pensjonacie Mścigniew niedaleko od Wschowy. Każdy z pensjonariuszy ma swój osobisty powód, żeby zaszyć się w tym świątecznym czasie gdzieś daleko od rodziny, cywilizacji, od świata. Niestety spokój gości zakłóca tragiczna wiadomość o śmierci jednego z nich. Wkrótce w pobliskim lesie pojawiają się kolejne zwłoki. Czy te zdarzenia coś łączy? Wszystko wskazuje, że dokonano dwóch morderstw. Kto zabił i dlaczego? Tego próbuje dowiedzieć się przechodzący kryzys wieku średniego podinspektor Grzegorz Romanowski z Powiatowej Komendy Policji we Wschowie. Pomóc ma mu w tym (w sumie to nie wiadomo dlaczego) dawny kolega, obecnie prywatny detektyw Wojciech Suzin. Do spółki dołącza jeszcze goszcząca w Mścigniewie dociekliwa, acz nieco życiowo wycofana Olga Mierzwińska. Mamy więc zalążek ciekawej fabuły...
Niestety, powieść dusi się niejako we własnym sosie. Bohaterowie są bardzo sztuczni, wykreowani nieco na siłę, tak aby każdy mógł budzić w czytelniku podejrzenie. Bieganie od pokoju, do jadalni, ewentualnie do kuchni męczy oś fabularną, że aż ma się ochotę czym prędzej zajrzeć na koniec książki i z ulgą doczytać kto w końcu jest tym mordercą. Bardziej jednak fascynujące jest odkrywanie motywów zbrodni. Tu też niestety mamy mocno naciąganą i w efekcie mało wiarygodną intrygę. Trudno jednak mieć zarzut do autorki, która świadomie bawi się formą kryminału w stylu Agathy Christie i puszcza szelmowskie oczko do czytelnika.
Mnie to ani nie porwało, ani nie zafascynowało. Może tylko wzbudziło lekką tęsknotę za naprawę białymi świętami...
środa, 4 stycznia 2023
Amor Towles
DŻENTELMEN W MOSKWIE
Amerykański pisarz Amor Towles stworzył przepiękną opowieść o człowieku, który na przekór historycznym zawieruchom oraz okolicznościom, w których się znalazł, pozostał sobą i zachował żelazne zasady cechujące prawdziwego dżentelmena. Hrabia Aleksander Iljicz Rostow w czasie rewolucji październikowej zamiast uciekać z Rosji wybrał odwrotną drogę. Z Paryża przybył do Moskwy. W roku 1922 bolszewicki sąd skazał go na areszt domowy i uwięził w najbardziej znakomitym moskiewskim hotelu ,,Metropol”. Mijały kolejne dziesięciolecia, wiatr historii hulał za oknami, a hrabia wciąż niezmiennie pozostawał hotelowym rezydentem, stając się w końcu jednym z jego etatowych pracowników.
Powieść porywa swoim subtelnym urokiem, niespiesznie rozwijającą się akcją, wysmakowaną niczym najlepiej zaserwowane danie w słynnej restauracji ,,Bojarskiej”. Pełno w niej smaczków ze świata arystokracji, który bezpowrotnie przemijał, ale i też obserwacji nowego porządku, który nastawał. W tym wszystkim jest miejsce na niezwykłą przyjaźń, wierność, miłość i rozbudzony instynkt ojcowski. I na tym trzeba się skupić przy czytaniu, dać ponieść opowiadaniu jak pięknej baśni. Niestety, to tylko baśń z amerykańskiego snu autora, która w brutalnej rzeczywistości stalinowskiego terroru nie miała prawa wydarzyć się naprawdę.
niedziela, 1 stycznia 2023
Mirosław Miniszewski
OPOWIEŚCI ZE WSI OBOK
W książce obok której nie da się przejść obojętnie bardzo nietypowa sytuacja. Narrator z doktoratem z filozofii szukający zajęcia, a egzystujący obecnie na podlaskim odludziu, został zatrudniony przez miejscowego młynarza - biznesmena okrutnika w charakterze taniej siły roboczej i zaprzęgnięty żelaznym łańcuchem do młyńskiego koła...
Te i inne niesamowite historie przez które przewijają się zjawy, bagienne potwory, diabły z piekła rodem i pokutnice nawiedzające spokojnych mieszkańców podlaskiej wsi tworzą fantastyczny, pełen czarnego humoru pejzaż współczesnej polskiej prowincji, tak zwanej "wschodniej ściany". Pejzaż ów dopełniają stada nienawistnych faszystów, krypto homoseksualistów, miejscowych transwestytów, krwiożerczych myśliwych, tępych urzędników z powiatu i gorliwych funkcjonariuszy państwowych. Biada obcemu, który nieopatrznie, tudzież przypadkiem zapuści się w te mroczne strony i drogę zagubi, lub zło czyniąc będzie chciał przemieniać miejscowe zwyczaje. Tam mu ni proboszcz, ni Mała Chechła, ani Baba Chwałpa Bandu straszne krafty czyniąca już nic pomóc nie może.
Trudno powieść Miniszewskiego jednoznacznie zakwalifikować i ocenić. Krótkie opowiadania raz bawią do łez, nieraz poruszają do przemyślenia, a czasem niestety są po prostu ,,od czapy". Jak w krzywym zwierciadle przeglądają się tam nasze polskie współczesne przywary, nasze stosunki międzyludzkie, nasza hipokryzja, świętoszkowatość i politykierstwo. To duży plus. Jednak im dalej w las tym ciemniej, a bagno coraz większe. Najlepiej nie czytać tej książki na jednym wydechu, bo można się zakrztusić. Lepiej czytać w odcinkach z kilkudniową przerwą. Warto przy tym zrobić sobie kogel-mogel z pięciuset jaj według przepisu pani Wali. Wtedy rozrywka jest bardziej wysmakowana i przyniesie większe zadowolenie.






