poniedziałek, 19 maja 2025

 









Ołeksandr Myched

KRYPTONIM DLA HIOBA. KRONIKI INWAZJI

Historia szoku. Pełnoskalowa inwazja wojsk rosyjskich na Ukrainę w lutym 2022 roku wywołała prawdziwy szok w społeczeństwie napadniętego państwa. Jeszcze większym szokiem okazała się skala barbarzyństwa jakiego na ludności cywilnej zaczęli dokonywać okupanci.

Jak żyć w sytuacji ciągłych alarmów przeciwlotniczych? Uciekać, czy zostać? Ruszać na front, czy zadbać o rodzinę? Mścić się, czy nauczyć wybaczać? Czy naród ukraiński został wystawiony na próbę dziejową niczym biblijny Hiob, którego Bóg doświadcza wszelkimi nieszczęściami? Czy można z pokorą przyjmować kolejne bolesne ciosy i akty przemocy? Czy to w ogóle jest możliwe?

Ołeksandr Myched niczym chirurg na urazówce odkrywa przed czytelnikiem kolejne bolesne rany i z zacięciem kronikarskim zapisuje historię zbrodni. Ta książka jest krzykiem, wołaniem do świata, żebyśmy nie zapomnieli. Dziś świat jest niebezpiecznym miejscem, a to co się wydarzyło w Buczy może wydarzyć się też gdzie indziej.

Takie książki jak ,,Kryptonim dla Hioba" w zasadzie nie powinny podlegać ocenie recenzenckiej. Mimo wszystko piszę o tej książce, by nie pozostawać obojętnym wobec wołania.


 







Michał Śmielak

MIASTO BURZ

Sandomierz to malownicze, acz niewielkie miasto, które jednak może w sobie skrywać niejedną tajemnicę i niejedną zbrodnię, które lepiej by było, żeby nie ujrzały światła dziennego.


Michał Śmielak stworzył całkiem porządny kryminał z kilkoma wątkami kryminalnymi i historiami dziejącymi się na dwóch płaszczyznach czasowych. Mamy zatem czasy współczesne i schyłek PRL-u, czyli rok 1986. Mamy dziwne zabójstwo w sandomierskiej kamienicy, śmierć od pioruna, zmaltretowaną dziewczynę porzuconą w podziemiach opuszczonej szkoły, ale i też niewyjaśnioną w przeszłości zagadkę zabójstwa profesora Romualda Kownackiego oraz upozorowane samobójstwo młodego chłopaka - Michała Lipnickiego. W tle majaczą pokrętne interesy związane z antykami, poszukiwacze skarbów, esbeckie machlojki i tajemnice skrywane w biskupim pałacu. Duża dawka sensacji zapewniająca nieustanny dobór adrenaliny podczas czytania.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to być może, jak dla mnie, za dużo w tym wszystkim było pisarskiego kombinowania. Wielość wątków nieco rozpraszała i zarówno ja, jako czytelnik, oraz komisarz Bruno Kowalski, jako pierwszoplanowy bohater mieliśmy obaj z tym troszkę problemu. Na szczęście na ostatnich stronach powieści komisarz stojąc zadumany na sandomierskim cmentarzu wyjaśnia sobie i przy okazji czytelnikowi to, co dotychczas czekało na wyjaśnienie. Spokojnie zatem zamykam książkę dziękując autorowi za mile spędzony czas.

środa, 7 maja 2025

 









Sławomir Sochaj

NIEDOPOLSKA. NOWE SPOJRZENIE NA ZIEMIE ODZYSKANE

,,Niedopolska" to interesująca próba spojrzenia na wciąż mało znany i tak naprawdę słabo przebadany problem zagospodarowania i rozwoju tak zwanych ,,Ziem Odzyskanych" (choć bardziej pasowałby tu termin ,,ziemie pozyskane").

Sławomir Sochaj zaczyna od grubej kreski. Kolorowy ołówek w rękach dyktatora - demiurga Stalina kreślącego na powojennej mapie nowe granice bezpowrotnie wyrwał z korzeniami tradycji i kultury miliony rdzennych mieszkańców Nadodrza i na ich miejsce przesiedlił przegnanych ze wschodnich kresów Polaków, Rusinów i Łemków.

Nawet dziś, trzy pokolenia po wojnie podejmowanie prób rekonstrukcji dziedzictwa historycznego ziem poniemieckich jest u nas tematem wstydliwym, przemilczanym, lub niechcianym. Trwa jednak budowanie nowej tożsamości. Dla młodych ludzi Wrocław, Zielona Góra, Gorzów Wielkopolski, Szczecin czy Olsztyn w żadnej mierze nie kojarzą się już z niemiecką przeszłością.

Sławomir Sochaj nakładając na przytaczane relacje i badania naukowe warstwę rodzinnej historii próbuje zbudować szeroki obraz przemian jakie dokonały się w społeczności ,,zasadzonej" z przymusu na obcej ziemi. Jak strach i niepewność czas zdołał zamienić w ,,swojskość".

Z pewnością interesujące są wnioski końcowe rzucające nowe światło na polityczny obraz mieszkańców zachodniej i północnej Polski. Dobrze, że takie publikacje powstają i odczarowują, to co propaganda PRL-u przez dziesięciolecia starała się zakryć hasłami ,,powrotu do macierzy".

piątek, 2 maja 2025

 









Jacek Gądek

DUDUŚ. PREZYDENT WE MGLE

Z biografiami aktywnie działających polityków jest ten problem, że wszelkie próby ujęcia i zrozumienia ich działań wciąż podlegają emocjonalnym ocenom, które trudno będzie określić jako obiektywne. Już sam podtytuł zdaje się sugerować pewne insynuacje. Niemniej Jacek Gądek, wyprzedzając zapewne zapędy innych dziennikarzy i publicystów, porwał się tuż przed końcem drugiej kadencji na próbę opisania kulisów działalności Andrzeja Dudy na stanowisku Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Słowo ,,kulisy" ma tu istotne znaczenie. Książka bowiem nie ma charakteru historycznej biografii człowieka, który przez dziesięć lat był głową państwa, ale próbuje odsłonić tajniki politycznego zaplecza, ,,dyplomatycznej" kuchni w której rodziły się koncepcje i działania, a których efekty finalne znamy z migawek telewizyjnych serwisów informacyjnych. 

Jacek Gądek nie przedstawia tu żadnych swoich myśli, czy rozważań. Stawia pytania na które odpowiadają najbliżsi współpracownicy, osoby z kręgów władzy, bywalcy w pałacu prezydenckim. To, jaki obraz się wyłania z tych rozmów pozostaje oczywiście do indywidualnej oceny czytelnika. Warto jednak sięgnąć po tą lekturę, żeby nieco lepiej zrozumieć mechanizmy władzy sprawowanej w naszym kraju. W moim odczuciu wyłaniający się obraz nie napawa zbytnim optymizmem. 

,,Doradca: On był wybrany po to, żeby wygrać ,,taniec z gwiazdami", a nie po to, aby być prezydentem. W czasie kampanii był w swoim żywiole".

wtorek, 29 kwietnia 2025

 














Arto Paasilinna

LAS POWIESZONYCH LISÓW

Oiva Juntunen to zawodowy bandyta. Całkiem przyjemnie urządził się w Sztokholmie dzięki rabunkowi sztabek złota należących do Norweskiego Banku Centralnego. I wiódłby sobie spokojne, dostatnie życie, gdyby nie król Karol Gustaw, który w akcie łaski postanowił zwolnić z więzienia dwóch jego wspólników kradzieży: operatora koparki Sutinena zwanego ,,Piąchą" i wielokrotnego mordercy, technika ekonomistę Hemmo Siira. Oiva Juntunen nie zamierza się jednak dzielić z kompanami pozostałymi mu trzema sztabkami złota. Postanawia zniknąć i ukryć się w odludnych lasach Laponii, tuż za ostatnią ludzką osadą w Kuopsuvaara. Tam mógłby wieść dalsze, spokojne życie gdyby nie manewry fińskiej armii i brawurowy rozkaz do ataku, jaki wydał skacowany major Remes. Dzielni wojacy z jednostki majora roznieśli swoich teoretycznych przeciwników. Na drodze ich ataku zaciekły opór stawił jedynie pewien bibliotekarz botanik, który nie dał się przepędzić ze swego siedliska. Był nim oczywiście ukrywający się Oiva Juntunen. Major Remes wziął więc należny mu urlop i postanowił bliżej zbadać kim tak na prawdę jest ów bibliotekarz i co on u licha robi w takiej głuszy...

To początek zwariowanej historii, która wymyka się prostym ramom powieści obyczajowej. Choć w książce pada niejeden trup nie jest to też w żadnym wypadku kryminał. Czy można zatem polubić zawodowego bandytę i wręcz mu kibicować? Czy życie na odludziu podczas srogiej północnej zimy może być przysłowiowym rajem na ziemi? Czy dwóch facetów o raczej skalanych duszach w walce o złoto zamiast rzucić się sobie do gardeł zawrze ,,gentelman agreement"? I co się stanie jeśli w ich życiu pojawi się młode lisie zwane ,,Pięćsetką"? No i trzeba do tego dodać nieprawdopodobną historię dziewięćdziesięcioletniej Naski Mosnikoff - uciekinierki z domu opieki.

To wszystko tworzy kalejdoskop niezwykłych okoliczności przyrody, które zabierają czytelnika w świat, którego trudno nie pokochać. Aż chciałoby się dołączyć do tej wesołej kompanii. I choć po pierwszych rozdziałach nie wierzyłem w sukces tejże powieści, to pod koniec okrasiwszy łezką sentymentu historię kota Jermakkiego i jego pani muszę przyznać, że pozostaje pod wrażeniem i urokiem.

Pomimo, że na dalekiej fińskiej północy kruszeją trupy sześćdziesięciu niemieckich turystów skuszonych parówkami ,,Las powieszonych lisów" to książka zdecydowanie dla wesołych ludzi.

piątek, 25 kwietnia 2025

 


Andrzej Muszyński

PODKRZYWDZIE

Bardzo, ale to bardzo starałem się przekonać do tej opowieści. Chciałem wniknąć, nasiąknąć i podążyć śladem szkicowanym przez narratora. Czułem, że za opowieścią o życiu na wsi czai się jakaś magiczna siła, tajemnica, którą zrozumieć mogą jedynie ,,tuziemcy".


Świat widziany oczami małego chłopca, który podpatruje codzienność swojego Dziadka i Babci zdawał się być fascynującym zapisem ludzkich losów dopasowanych do rytmu przyrody. Diariusz Dni Słonecznych, babie lato, jesień, zima nie zima, Cicha Noc i prawie wiosna...

Dziadek wiecznie wpatrzony w małe okienko skrywa w sobie tajemnicę. Boi się Onego. Znika na długie godziny, by idąc przez las dotrzeć do Podkrzywdzia. Ale gdzie ono jest? Tego mały chłopiec nie może się dowiedzieć. Nawet najmądrzejszy we wsi Stójkowy nie jest w stanie mu w tym pomóc.

Chciałem zrozumieć świat widziany oczami małego chłopca, ale autor wcale mi w tym nie pomagał. Andrzej Muszyński buduje świat oparty na hermetycznych wizjach, które rodzą się w jego świadomości. Maluje słowem obraz, który bardziej przypomina różnobarwne plamy niż pejzaż. I nie jest to poezja. Trudno więc, bardzo trudno i ciężko wniknąć w narrację. Jeszcze trudniej się nią zachwycić. Mnie się nie udało.

sobota, 19 kwietnia 2025













Bartosz Szczygielski

DOLINA CIENI



Doliną cieni spacerują dobre pomysły. Niestety, grzęzną w bagnie miałkiej narracji.

Bartosz Szczygielski, zdawać by się mogło, serwuje nam rasową powieść kryminalną. Zaczyna się ostro, a nawet krwawo. Mamy świat męskich, brutalnych spraw: nielegalne biznesy, wymuszenia, przemyt, strzelanina w lesie, ucieczka. Och, to już nie kryminał soft, ale prawdziwa fabuła akcji i sensacji... Niestety, nic bardziej mylnego...

Tomasz Rach ukrywający się przed światem na polsko-ukraińskim pograniczu pod fałszywą tożsamością dostaje nielegalne zlecenie, które zapewnić ma mu całkiem pokaźny dochód. Za sprawą niespodziewanego spotkania w lesie ze Strażą Graniczną zmienia się zupełnie koncepcja jego działań. Dotychczasowa zleceniodawczyni Marta umiera, a nowe zlecenie otrzymuje od młodej dopiero co spotkanej dziewczyny Heleny. Ta zmusza go do powrotu do dawnego świata w którym funkcjonował jako Michał Wawrzyniec - właściciel firmy transportowej i mąż Agnieszki. Nowe zlecenie dotyczy właśnie odszukania byłej żony z którą rozstał się (w sumie nie wiadomo dlaczego) piętnaście lat wcześniej.

To, co tak dobrze się zaczęło roztapia się w miernej telenoweli o losach małomiasteczkowych koligacji i powiązań. Kto jest kogo dzieckiem, kto jest ojcem, a kto z kim i kiedy miał romans? Niby wszyscy w Kozłowie Biskupim wszystko o wszystkich wiedzą, ale nie powiedzą. Najwięcej to chyba wie ksiądz Jan, ale jego obowiązuje tajemnica spowiedzi. No, chyba, że zdradzi ją swojemu przyjacielowi Michałowi vel Tomaszowi Rachowi, któremu kiedyś (też w sumie nie wiadomo po co) pomógł zmienić tożsamość.

Ach, wszystko to takie miałkie i rozczarowujące. Miało być sensacyjnie, a wyszło tak jakoś blado i bez emocji.