poniedziałek, 13 listopada 2023








Agnieszka Kuchmister

W KORZENIACH WIERZB


Prawdziwa perełka! Dla takich właśnie książek uwielbiam przeszukiwać regały księgarń i bibliotek.

Agnieszka Kuchmister porwała mnie w niezwykły świat opowieści o losach ludzi siłą przesiedlonych po wojnie z nadbużańskich pól i łąk w obcy i ponury dla nich krajobraz poniemieckich miast i wiosek w Karkonoszach. Przesiedleńcy zabrali ze sobą do nowego świata nie tylko skromny dobytek, ale też i swoje wierzenia oraz tradycje. W górskie bagna, lasy i jaskinie przesiedliły się kresowe rusałki, perełesnyki, strzygi, dusiołki i miawki.

W tym dualistycznym świecie w Złej Wsi (Schlechtesdorf) żyje Lala wraz z chorą psychicznie matką i wiecznie pijanym ojcem. Jej starsza siostra Genia, która jest jej jedynym wsparciem wyjechała do szkoły pielęgniarskiej do Kamiennej Góry (Steinberg). Nastoletnia Lala nie boi się duchów zasiedlających bagna i moczary, las bukowy w który się nikt nie zapuszcza. Nawet jeżeli w lasach co jakiś czas odnajdują się zwłoki młodych dziewczyn. Prawdziwe zło bowiem tkwi w człowieku, żywym stworzeniu, które jest zdolne krzywdzić innych. Wie o tym też Szejma, jej przyjaciółka ukrywająca się na starym cmentarzu.

Niezwykła książka o niezwykłych historiach. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, realizm z duchowością i wierzeniami, trzeźwość z obłędem. Zła Wieś nie wydaje się dobrym miejscem do życia. Opowieść jednak wciąga jak bagno i trudno się od niej oderwać. Lala i jej siostra Genia oraz ich historie pozostają we mnie. Choć to odległa przeszłość o Złej Wsi nie da się tak szybko zapomnieć.

wtorek, 31 października 2023

 









Hazel Pior

VERONICA I PINGWINY

Recenzję książki można by było zawrzeć w krótkim zdaniu: pingwiny lekiem na całe zło.
Veronica McCreedy to bogata, ale samotna i zgorzkniała wiekowa dama, która od życia nie oczekuje już niczego dobrego. Przeżywszy osiemdziesiąt sześć lat wie, że jej życie dobiega kresu. Pobudzają ją już tylko dwie sprawy: odnalezienie jedynego żyjącego jeszcze krewniaka, swojego wnuka Patryka i los stacji badawczej na Antarktydzie, która zajmuje się obserwacją życia kolonii pingwinów Adeli. Egzotyczny zestaw, ale jak się później okaże oba wątki da się szczęśliwie powiązać.
Elektryzujące w powieści są zagadkowe losy Veroniki, jej tajemnicza, skrywana przed otoczeniem historia rodzinna, to dlaczego jest samotna, dlaczego dotychczas nie wiedziała o istnieniu wnuka... Opis życia naukowców przebywających na antarktycznej stacji badawczej również przykuwa czytelniczą uwagę. Brakowało mi jednak w tym wszystkim jakiegoś ,,mocniejszego", mniej przewidywalnego zakończenia. Po przeczytaniu pamiętników Veroniki straciłem jakoś zapał do doczytania zakończenia. Śledzenie losów pingwinka Pipa przywróciło mi zaś wspomnienia lektur ze szkoły podstawowej.

poniedziałek, 23 października 2023









Sławek Gortych

SCHRONISKO KTÓRE PRZETRWAŁO

Nie każdy autor, który ma dobry pomysł na fabułę potrafi ją umiejętnie przelać na papier. Tak chyba jest w przypadku Sławka Gortycha i jego powieści ,,Schronisko, które przetrwało". Choć pomysł fabularny młodego pisarza wydaje się być intrygujący, to forma jego przedstawienia pozostawia już wiele do życzenia.
Mamy zatem w fabule popularne w Karkonoszach schronisko Odrodzenie, mamy wątek historyczny dotyczący czasów II wojny światowej i okresu powojennego, mamy też wątek kryminalny związany z kilkoma zabójstwami i oczywiście na deser wątek romantyczny (coś w sam raz dla tęskniących za płomiennym romansem czytelniczek). Rozdziały historyczne opowiadające o nazistowskiej przeszłości schroniska są chyba najciekawsze. Współczesne perypetie bohaterów nie bardzo kleją się w spójną i wiarygodną całość. Ile bowiem lat musiałby mieć Pavel Svoboda i jego matka w czasach zarządzania schroniskiem przez Justynę Skałę, żeby ich wątki można było powiązać z przeszłością? I jeszcze te zupełnie niepotrzebne tłumaczenia na język polski czeskich zwrotów powitalnych. Czułem się trochę jak małe dziecko, któremu łopatologicznie trzeba wszystko tłumaczyć.


Co zasługuje na plus? To opisy karkonoskiej przyrody. Aż chciałoby się natychmiast sięgnąć po plecak i wyruszyć z Karpacza na górskie szlaki.

poniedziałek, 9 października 2023















Jørn Lier Horst

SPRAWA 1569

Bardzo dobry kryminał. Nie często zdarza mi się tak wysoko ocenić powieść kryminalną. I nie chodzi mi tu o błyskotliwą fabułę, niespodziewane zwroty akcji, czy makabryczne, krwawe zbrodnie. Nic tu takiego nie ma miejsca.
Komisarz William Wisting, który w zasadzie szykuje się już na emeryturę niespodziewanie staje się adresatem anonimów, które sugerują, że w sprawie kryminalnej o sygnaturze archiwalnej 12-1569/99 sprzed piętnastu laty być może podczas procesu sądowego skazano niewłaściwą osobę. Wisting przerywa swój urlop i przeszukując archiwa zanurza się w historię morderstwa młodej dziewczyny. O zabójstwo został wówczas oskarżony jej chłopak Danny Momrak z którym zerwała.

Co jest takiego wybitnego w tej powieści kryminalnej autorstwa Jorn Liber Horsta? Przede wszystkim autentyczność. Autor pokazuje mozolną, pedantyczną wręcz pracę policji, która badając okoliczności zbrodni musi brać pod uwagę różne scenariusze, przesłuchiwać wszystkich, nawet najmniej istotnych światków, tworzyć oś czasową zdarzenia, analizować takie rzeczy jak na przykład zużycie prądu w mieszkaniu. Dopiero drobiazgowa analiza i eliminacja błędów w śledztwie może doprowadzić do wyjaśnienia sprawy. Komisarz Wisting, to postać z krwi i kości, z jednej strony doświadczony śledczy ze swoimi problemami zdrowotnymi, z drugiej ojciec i dziadek, który opiekuje się córką i wnuczką. Nie ufa zbyt łatwo przesłuchiwanym świadkom i to pozwala mu snuć przypuszczenia co do prawdziwego oblicza intrygi w którą został umyślnie wplątany. A zakończenie, jak zwykle jest zaskakujące i niespodziewane.
To naprawdę bardzo dobry kryminał...

piątek, 22 września 2023


 






Georgi Gospodinow
SCHRON PRZECIWCZASOWY


Georgi Gospodinow wyrusza na poszukiwanie minionego (straconego?) czasu. Nie jest to odkrywcze przedsięwzięcie. Każdy z nas im bardziej się starzeje, tym mocniej będzie tęsknił do czasów młodości? Czemuż by nie zastosować takiej terapii w przypadku osób chorych na alzheimera? Niejaki Gaustyn otwiera w Zurichu klinikę przeszłości, gdzie pacjentów umieszcza się w specjalnie urządzonych pokojach z lat 60-tych, 50-tych, a nawet przygotowuje się schrony przeciwlotnicze dla chcących powspominać czasy II wojny światowej.
A co jeśli całe narody można by było namówić do powrotu do najlepszych lat? Francja i Włochy do lat 60-tych, Szwecję do lat 70-tych, Europę Wschodnią do początku lat 90-tych. Czy jednak takie idealistyczne podejście do wspomnień ma szanse powodzenia? Czy wszyscy tego pragną równie szczerze?
Książka bułgarskiego autora nie jest łatwa w odbiorze. Trudno podążać w niej za fabułą, bo nie jest ona liniowa. Równie dobrze, jak od początku książkę można zacząć czytać od środka lub od końca. Refleksje dotyczące przemijania, historii świata, nieodwracalności zdarzeń są całkiem interesujące i zmuszające do refleksji. Czy jednak wystarczy to by ulec totalnej fascynacji powieścią? Chyba nie do końca. Tak jak Gospodinowi daleko jeszcze do Prousta, tak jego książce trochę brakuje do dziesięciu gwiazdek.

środa, 13 września 2023


 






Beka Adamaszwili

W TEJ POWIEŚCI WSZYSCY UMIERAJĄ

Tej książki nie da się jednoznacznie skategoryzować. Tej książki nie da się w ogóle jednoznacznie opisać i ocenić.

Gruziński autor Beka Adamaszwili meandruje po świecie literatury klasycznej, bawi się słowem i formą literacką, wykracza poza ramy zwyczajowej narracji, parodiuje samego siebie jako autora i ucieka poza wszelkie konwencje. Czymże bowiem jest podróż Memento Morii, który do spółki z profesorem Arno, Mate i Leą wyrusza w świat klasycznej literatury, by ocalić od śmierci bohaterów literackich skazanych na śmieć przez fantazję samych autorów? Tak na prawdę to pseudofilozoficzna, pseudoreligijna i pseudointelektualna zabawa obnażająca obraz współczesnych dylematów politycznych, moralnych i obyczajowych.

Jak dla mnie była to przednia zabawa, niejednokrotnie wzbudzająca uśmieszek zrozumienia i przyjmująca z właściwym poczuciem humoru znaczące mrugnięcie autora do czytelnika. Całe szczęście, że powieść jest na tyle krótka, żeby nie przerodzić się w nudnawą fanfaronadę. Ot w sam raz na wieczór abstrakcyjnego humoru.


 







Diane Setterfield

TRZYNASTA OPOWIEŚĆ

Była sobie tajemnica. Tajemnica trzynastej opowieści, którą poczytna autorka Vida Winter nigdy nie opublikowała. Jedyną osobą, która pozna prawdę o nienapisanej opowieści jest prowadząca wraz z ojcem antykwariat Margaret Lea. To ona zostaje zaproszona do posiadłości pani Winter i spędza tam kilka tygodni na słuchaniu niezwykłej historii rodowej.

To tak w skrócie. Brzmi nieźle i zachęcająco. A ponieważ czytałem wcześniej inną książkę Diane Setterfield: ,,Była sobie rzeka" pomyślałem, że mam przed sobą wspaniałą literacką ucztę. Tymczasem im dalej brnąłem w fabułę miałem odczucie przetrawiania odgrzewanych kotletów z mdłą papką ziemniaków puree. Bo czy już gdzieś nie było o mrocznych klimatach zapuszczonych angielskich posiadłości, o tajemniczych rezydentach snujących się niczym duchy, o zbzikowanych właścicielach i starych milczących służących? Tak, to odgrzewane kotlety, choć doprawione sentymentalnym anglosaskim i antykwarycznym na dodatek sosem. Dało się to całkiem dobrze i szybko strawić.

Pozostaję po lekturze bez zachwytu, choć z miłą refleksją, że każdy z nas patrząc na swoje życie w mniej lub bardziej kolorowych lub przerysowanych barwach mógłby opowiedzieć własną trzynastą opowieść.